2015-02-12

Umarli rzucają cień [1978]

- Kto pozwolił ci zabijać?
- Umarli.

Juhuuu! Będzie film o zombie.
Nie było zombie. Ale były cycki. Raz i krótko.

Żeby nie przegapić cycków, towarzysz Gawlas ruszył na skróty

Byli też dzielni gwardziści z gatunku ludowych, gestapowcy z gatunku „Helmuth! Bierz go!”, były podejrzenia, były oskarżenia, były strzały, była zdrada i był jakiś zielony gad.
- Ufok?
- Wehrmacht?

Nie, zwykły gad. Taki łypiący gekon czy inne okapi.

Podział obowiązków służbowych w filmie był prosty. Gwardziści walczyli o wolność i demokrację, a w chwilach wolnych podejrzewali się wzajemnie o odchylenia i zdradę, gestapowcy bili i strzelali, przy czym strzelali skuteczniej niż bili, zdrajcy zdradzali, szpiedzy szpiegowali, a Ewa Wiśniewska nosiła woalkę.

Sytuacja była zła. Gestapo po rozbiciu śląskiej AK bardzo się nudziło i szukało sobie nowego zajęcia. A cóż może być lepszego dla znudzonego hajhitla niż polowanie na „Czerwony Październik” czyli synów ludu polskiego, antyfaszystów?
Oberhajhitel ze sztuczną szczęką wymyślił skomplikowaną operację, w ramach której miał przejąć kontrolę nad śląskim podziemiem komunistycznym, następnie nad śląskim podziemiem w ogóle, potem nad całą polską konspiracją, by z kolei przejąć kontrolę nad... Oj, licho wie, nad czym jeszcze przejąłby kontrolę, gdyby mu się udało.

Miał bowiem oberhajhitel apetyt niewąski.

W podstępnie zbrodniczym dziele pomagali oberhajhitlowi: mięśniak Helmuth od Bicia, SS-PanKleks, niezliczone zastępy umundurowanych statystów i złowrogi szpieg o pseudonimie „Bubi”. Znaczy, złowrogi to on miał być, ale kamaan, jak można się bać kogoś, kto nosi pseudonim „Bubi”? „Bubi” kojarzy się raczej z Jej Wysokością Zosią i knowaniami Cedryka-Fedryka albo z misiem Yogi. Zero grozy czyli groza waliza obciachu. Zresztą nawet oberhajhitel nie bardzo wierzył w swojego hiperagenta i Bubi został obstawiony innymi szpionami: jednym z najważniejszych było niejakie Bubicwo, zbieżność pseudonimów nieprzypadkowa.

Bubicwo pojawiało się głównie w telefonach - Bubicwo dzwoniło, Bubicwo ostrzegało, ale nikt tego Bubicwa nie widział na oczy. Niektórzy myśleli, że Bubicwem jest Bubi, sam Bubi myślał, że Bubicwem jest pewien blondyn, pewien blondyn podejrzewał, że Bubicwem jest brunet, a towarzysze z komitetu myśleli, że Bubicwem może być towarzysz Gawlas, ale towarzysz Edward za towarzysza Gawlasa ręczył, więc towarzysze z komitetu uznali, że skoro towarzysz Gawlas nie jest Bubicwem, to Bubicwem będzie… ene due like fake, torba borba usme smake… o, może towarzysz Wojciech?
- Mła? - przestraszył się towarzysz Wojciech - A dlaczego nie towarzysz Mały?
- Bo towarzysz Mały dorastał razem z nami w sanacyjnej nędzy.

- A towarzysz Bolek?
- Towarzysz Bolek nie może być Bubicwem, bo jest zajęty bzykaniem okolicznych gwardzistek oraz ludności cywilnej płci żeńskiej.
- To może chociaż Wasyl?
- Nie przesadzajcie, towarzyszu Wojciechu. Wasyl to zwykłe ścierwo, gdzie mu tam do Bubicwa?


Chciałem tylko przypalić papierosa, ale mi się broda od ognia źdżiebko zajęła...

Pogrążali się towarzysze gwardziści w nieufności, podejrzewali się nawzajem, a krew pobratymczą zatruwała im świadomość nieświadomości. Oraz towarzyszka Mamuśka, wołająca:
- Bogumił! Bogumił!
- Co, Basiu, co?
- pytał pan Niechcic, a towarzyszka Mamuśka nie wiedziała, co, albowiem nie wcale nie miała na imię Basia i nie wołała do pana Niechcica, a do swego syna, którego poczęła w kooperacji z towarzyszem małżonkiem, który uciekł w 1937 do ZSRR i tam został rozwalony przez towarzyszy bolszewików.
- Za to, że spłodził Bogumiła?
Trudno powiedzieć - czasy były niespokojne i niewiele trzeba było, aby.

Praca w konspiracji pełna była niebezpieczeństw i obiektywnych trudności. Wrogów było mrowie a mrowie, natomiast ciemność była na góra kadłuba i na arsenale. Towarzysz Edward miał VIS-a z trzema nabojami (były cztery, ale towarzysz Mały pożyczył  pistolet i zużył jeden pocisk, zabijając żandarma), towarzysz Gawlas miał VIS-a z dziewięcioma, ale oddał go towarzyszce Sylwii, sobie zostawiając dwa granaty w świątecznym ubraniu. Sporo broni miał towarzysz Adam, dowodzący leśnym oddziałem, ale towarzysz Adam był aspołeczny.
- Broni nie oddam, kwater leśnych nie pokażę, bab mi nie przysyłajcie - marudził - Nie ufam wam, nie lubię miasta, szef sztabu jest podejrzany, kocham drzewa.
- Mamuśka, mamuśka!
- Bogumił szukał protekcji, bo chciał do partyzantki.
- Bogumił, Bogumił! - towarzyszka „Mamuśka”, jako doświadczona konspiratorka,  udawała, że nie wie, o co synkowi chodzi, ale jeśli synek chce, to może mu zrobić kanapki z wątrobianką.
- Bogumiłowi też nie ufam - marudził towarzysz Adam.
- Pokazać ci cycki? - zaproponowała towarzyszka Sylwia towarzyszowi Małemu. Towarzysz Mały wyszczerzył się ochoczo, ale ponieważ obowiązki patriotyczne wzywały, ograniczył się do czynności optycznych, palpacyjne zostawiając na lepsze czasy.
- Pokazać ci cycki? - zaproponowała towarzyszka Maria towarzyszowi Konradowi.
- Noooo… no, dobra - powiedział towarzysz Konrad, wykonał szybkie czynności palpacyjne i zastrzelił towarzyszkę Marię.
- Głupi? - zdziwiła się Opinia Publiczna.
- Boobies… To liczba mnoga od "Bubi"? - kombinował Głos Wewnętrzny, który popadł w taką konspiracyjną paranoję, że o zdradę podejrzewał nawet cycki.
- Mwahahahaha! - oberhajhitel dopracowywał złowieszczy plan panowania nad światem.

Towarzyszce Sylwii z nerwów zaczęło oko latać. Lewe, oczywiście.

Między seansami wzajemnej podejrzliwości mogliśmy obejrzeć spalony dom, rozpalone ognisko, wysadzony bieda-szyb, terkoczący samolot, warczącego psa, grę w bilard, grę na gitarze, inwalidę na sznurku i bieganie pod dachach. Mogliśmy także wysłuchać bardzo życiowych rozmów w stylu:

- Z kim dzisiaj śpisz?
- Z marzeniami...

- Ładnie dzisiaj wyglądasz.
- Nienawidzę wojny.
- Daj spokój, jest potrzebna. Rozwija technikę i warunkuje postęp cywilizacji.
- I upadek kultury.

- Coś tu paskudnie zajeżdża…
- Wciąż kogoś podejrzewamy. To niedobrze.
- Mam nosa do tych spraw


...oraz mądrości ludowych z gatunku: „Żeby być człowiekiem, trzeba odczuwać także strach. Wszystko na tym świecie jest potrzebne”, Nie wierzę w sprawiedliwość świata” lub „To, co dziś uważamy za złe, jutro uznamy za słuszne i na odwrót”.

"Gdyby wszyscy ludzie byli braćmi... to nie byłoby sióstr" - powiedział mułła Franek

Bubi działał, Bubicwo donosiło, hajhitle likwidowali kolejnych towarzyszy przy pomocy broni maszynowej oraz knuta Helmutha, aż tu nagle…
- Aaaaa!
Spokojnie, to tylko wojna się skończyła.
- A Bubicwo?
Bubicwo uciekło. Bubi też uciekł, ale towarzysz Mały dopadł go w krzakach udającego Brazylię Uzbe-Tadży-kistanu i podziurawił definitywnie nożem. Przy okazji trochę posypał się scenariusz, bo okazało się, że Bubicwo, które pilnowało Bubiego, tak naprawdę poznało go dopiero w końcówce działalności, choć w międzyczasie odwaliło za niego połowę szpiegowskiej roboty (ale ponieważ robota Bubicwa odbywała się głównie poza ekranem i w opowieściach hajhitlów - mogło Bubicwa w scenariuszu nie być w ogóle i film by na tym nie stracił). Drugie pół odwalił Tajemniczy Blondyn w Czarnym Bucie, który w dodatku nie musiał uciekać jak Bubi, bo znakomicie urządził się także w nowej rzeczywistości i niewiele brakowało, by dokończył wykańczanie towarzyszy, tym razem zza ubeckiego biurka (a było to dawne biurko oberhahitla w jego dawnym gabinecie i aż dziw, że cenzura puściła takie "następstwo czasów"), a gdybym wam powiedział, jak Blondyn miał na imię, to byście się mogli zdziwić, ale nie powiem, bo może ktoś będzie chciał obejrzeć film. Najgorszy w tym galimatiasie był fakt, że Mały podziurawił Bubiego w pierwszych minutach filmu,  co trochę zepsuło mi oglądanie, bo od początku wiedziałem, że Bubi to brunet, a to ograniczało mi liczbę późniejszych podejrzanych dość zasadniczo. Czyli do jednego człowieka.

Dziś sfrąchła i zakurzona, ale jak na swoje czasy - rok 1978, przypominam  - całkiem zjadliwa sensacja. Przegadana momentami strasznie (zwłaszcza sceny z oberhajhitlem i scenki romansowe), doprawiona wtrętami ideologicznymi, zagrana bardzo nierówno, ale dało się to obejrzeć, nawet jeśli się wiedziało, kim jest Bubi, a kim Bubicwo (Tajemniczego Blondyna autorzy także dość szybko zdemaskowali). Prawomyślna ideologia była zresztą od początku wzięta w duży nawias - na odcinek wygłaszania dętych frazesów oddelegowani zostali aktorzy beznadziejni nędzni słabi, jakby twórcy chcieli mrugnąć do widza, że „wiecie-rozumiecie, przecież nie o to tutaj kaman”, a wygłaszane teksty z założenia miały brzmieć papierowo. Wyjątkiem była Danuta Szaflarska, ale jej postać z kolei przemycała treści nieprawomyślne - opowieść o polskich komunistach, którzy w 1937 wyjechali do ZSRR i zostali tam potraktowani „odmownie” - i to także wyglądało na celowy zabieg twórców.

Przerwa - zdobycz socjalna

Interesująco wypadł wątek skisłej atmosfery w gwardyjskim komitecie, podejrzewanie wszystkich przez wszystkich, posunięte momentami do granic ideologicznej paranoi i rozciągnięte aż do czasów powojennych. Ten ostatni fragment oparty był - jak spora część fabuły - „na faktach autentycznych” czyli sprawie niemieckich konfidentów: Pawła Ulczoka i Wiktora Grolika, ale w filmie bardziej rzucało się w oczy tło, czyli postawa pozostałych gwardzistów, uznających, że skoro padło oskarżenie, to coś musi być na rzeczy, skoro musi to jest, a skoro jest, to my tu po linii partyjnej, wierni wytycznym, na wszelki wypadek spuścimy oskarżonemu śledczy wpierdol i może sam się przyzna, a jeśli jest niewinny, to trudno - się go przeprosi i wypuści.

Spory problem mieli aktorzy - role napisane były krótko i drętwo, żeby coś zagrać, jakoś widzom w pamięć zapaść, trzeba się było wysilić. Najłatwiej miała Tatiana Sosna-Sarno - gry od niej nikt nie wymagał, miała być ładna i pokazać biust. Była, pokazała, end of story. Jerzy Sagan jako Edward poleciał archetypkiem spod czerwonej gwiazdy, Henrykowi Talarowi lepiej było z brodą niż bez, Piotr Fronczewski bez wysiłku przebił się przez papier dialogów, czego nie można powiedzieć o Mirosławie Szonercie, który z rozgadanymi monologami przegrał, Danuta Szaflarska momentami sprawiała wrażenie, że dobrze się bawi, Wojciech Wysocki był pretensjonalny, ale w granicach przyzwoitości, nieźle wypadł Jerzy Kryszak, Ewa Wiśniewska łatała urokiem osobistym brak pomysłu scenarzysty na jej postać, a z gromady podejrzliwych gwardzistów na plus wyróżnili się jedynie Jerzy Nowak jako Dziadek, Tadeusz Madeja jako Gawlas i Jarosław Kopaczewski jako Bolek. 

Zdjęcia przeciętne, montaż słaby (te przeciągane sceny, niepotrzebne pauzy), dźwięk za to poprawny, co może zdziwić współczesnych widzów, przyzwyczajonych do konieczności korzystania przy oglądaniu polskich filmów z funkcji napisów. Bardzo dobra muzyka Andrzeja Korzyńskiego — pod względem aranżacji/instrumentacji zestarzała się bardzo (te przaśne syntezatorki…), ale w wielu scenach to właśnie muzyka ratowała klimat i podtrzymywała napięcie.

Ewentualnie można. Z naciskiem na "ewentualnie".

Krytyka przyjęła film chłodno...


Varia
1. Film powstał na podstawie książki Andrzeja Wydrzyńskiego - dużo lepszej niż film, o bardziej skomplikowanej, wieloosobowej narracji, z ciekawszą intrygą i sensowniejszym zakończeniem wątku Sylwii (filmowe było idiotyczne).
2. Andrzej Wydrzyński nie był filmowym debiutantem - w 1969 Sylwester Chęciński nakręcił film "Tylko umarły odpowie", na podstawie scenariusza Wydrzyńskiego, opartego na książce "Czas zatrzymuje się dla umarłych".
2. Oś fabuły oparta jest o wydarzenia II wojny światowej na Górnym Śląsku i wielką wsypę w Armii Krajowej. O odniesieniach do postaci Ulczoka i Grolika już wspominałem, a zaznajomieni z tematem czy historią regionu pewnie bez trudu skojarzą postać graną przez Ewę Wiśniewską z oskarżeniami formułowanymi wobec Heleny Matheanki, ps. „Julka” (tym bardziej, że twórcy wplatają w rozmowy filmowych postaci jej i imię i pseudonim).
3. Grająca Marię Grażyna Dyląg to prywatnie matka Izabelli Miko, a zawodowo m.in. profesor zwyczajny na Universität für Musik und Darstellende Kunst w Wiedniu.
- We Wiedniu - zwrócił uwagę pochodzący z Galicji Głos Wewnętrzny.
4. Kawałek „Umarli rzucają cień” w wykonaniu Erade nie ma nic wspólnego z filmem ani z książką. Zbieżność umarłych przypadkowa.
5. Akcja filmu dzieje się na Śląsku. Scenę uwolnienia Galwasa ze szpitala kręcono w Pabianicach (przy skrzyżowaniu Skargi i Sobieskiego). Logiczne.

...ale pan Józef po seansie reagował odrobinkę nerwowo.

============
Umarli rzucają cień
1978
Czas:
119 minut
Reżyseria: Julian Dziedzina
Scenariusz: Andrzej Wydrzyński, Julian Dziedzina
Obsada: Henryk Talar, Tatiana Sosna-Sarno, Jerzy Sagan, Mirosław Szonert, Danuta Szaflarska, Ewa Wiśniewska, Piotr Fronczewski, Jerzy Kryszak, Wojciech Wysocki i inni

7 komentarzy:

  1. Ze swojej strony chciałbym jeszcze dorzucić, że gdyby wszyscy ludzie byli prawi, to by nie było mańkutów. Urrra!

    OdpowiedzUsuń
  2. A może kolejny wpis o "Tylko umarły odpowie" właśnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny to może nie, ale jeden z najbliższych - może... Poszukam, przypomnę sobie.

      Usuń
  3. Polecam

    http://filmydladzieci.net/2015/02/15/planeta-skarbow-2002/

    Strona Salwowskich to przy tym mistrzostwo świata. Ksiądz Pirożyński byłby zachwycony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, niezłe. Będzie jak znalazł na długie zimowe wieczory. Tylko, kurczę, jakby wiosna szła...

      Usuń
  4. "Heleny Mathei", a nie "Matheanki".
    No.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kto woli - w literaturze "dotyczącej" pojawia się także zapis kompletnie spolszczony: "Matejanka". Samo "Mathea" było dla mnie zbyt dostojne, kojarzące się z kimś starszym, a że mam sentyment do formy "-anka" / "-ówna" w odniesieniu do panien, zwłaszcza młodych wiekiem, więc zastosowałem ją do nazwiska w oryginalnej formie, bo "Matejanka" to jednak za duża ingerencja w pisownię.

      Usuń