2015-03-12

Jan z drzewa [2008]

Bo ty już mnie w łóżku nie dotykasz – powiedział pan doktor do żony, po czym wszedł na drzewo – I piżamy nie ma mi kto uprać…
Z tobą chcę oglądać świat – zawodził Zbigniew Wodecki.
Film też zawodził.

O-o-o-o-o-ooo..

Doktor „miał willę z ogródkiem, miał garaż i auto, że każdy co nie miał zaraz by mieć chciał to”. Miał też nowoczesną żonę w wieku jeszcze efektownym, dziecko z gatunku "pokażemy, że jest, damy lizaka i niech smarkacz spada z planu", brata sprawiającego wrażenie niespełna klepek i samochód. Dwa samochody. I zarost. I kryzys wieku średniego też miał.
Którego dostał skutkiem tej willi z ogródkiem?
To możliwe, choć bardziej bym stawiał na brudną piżamę.
– Ale przecież brudne piżamy bywają raczej skutkiem niż przyczyną, prawda? Mam kryzys, cierpię, nie piorę…

Doktor i tak nie prał — jako nowoczesny człowiek pozwalał żonie. Co prawda żona gdzieś tam pracowała, podobno nawet była w swoje zawodowe klocki całkiem niezła, ale cywilizowany człowiek, zamieszkujący kraj w środku Europy, przedmurze chrześcijaństwa i Unii Europejskiej, nie może przecież chodzić w brudnej piżamie, prawda? Więc, kochanie ty moje, praca to praca, dom to dom, rób karierę, ale rób też pranie! I dotykaj mnie w łóżku, całuj mnie po uszku, dziecko odwieź do przedszkola i obiad zrób, bo z mojej powiatowej pracy wróciłem głodny, więc kompletnie w nosie mam, że w naszym ogródku siedzą jacyś twoi klienci-kontrahenci i nawet sam Wodecki ze skrzypcami, że delegacje, że negocjacje, że  coś tam. JEŚĆ! FOCH! I PIŻAMĘ CZYSTĄ!

Jan pod drzewem, pod wpływem i pod kołdrą

No i w końcu doktor nie wytrzymał – zbudował na drzewku platformę…
O, proszę! Takie są skutki antyPOlskiej POlityki zaprzańców, fiuuuubziuuu, hańba, gdziejestkrzyż!
…podeścik sobie zmajstrował na drzewie, wlazł nań i odtąd strzelał focha na wysokości.
– A na ziemi?
A na ziemi została żona, niekompatybilny intelektualnie brat, żona brata (skrzyżowanie stadionowego „karka” z posłanką Krystyną „Spierdalaj!” Pawłowicz. Albo nie, przepraszam, bez „karka” - sama posłanka wystarczy), siostra żony z mężem Jasiukurwa oraz inne przedmioty i podmioty stosunków prawnych.

Doktor siedział na drzewie, pierdzielił głodne kawałki na temat zuego konsumpcjonizmu i rousseaucizmami ciskał wokół, żona doktora dowoziła mu jedzenie i papier toaletowy… /tu ciekawska dygresja: i co doktor z tym papierem robił? Niezbyt konsekwentnie schodził z drzewa i szedł w krzaczki, czy też nie schodził i… E, nie: chyba schodził – w końcu pod drzewem odbywały się imprezy rodzinne, w czasie których szwagier Jasiukurwa mamrotał jakieś emigracyjne manifesty. Koniec dygresji/ …bo bunt buntem, ale taki zbuntowany maczo zazwyczaj okazuje się życiową łajzą, którą nadal trzeba się opiekować, karmić, opierać, wycierać i kupować syropki, bo przecież zostawiona sama sobie zginie marnie z nieprzestrzegania higieny osobistej albo z głodu. 

Baron  Doktor drzewołaz  drzewosiad

– Przygotowywałem się do tego parę miesięcy – puszył się doktor. Który budując podeścik, zapomniał o daszku i w deszczowe noce wyglądał pociesznie, a w gumiakach mu chlupało.
Zginąłby marnie na tym swoim drzewie, gdyby nie żona. Która – jak to porządna polska żona – poczuła wyrzuty sumienia, że robiła karierę, że nie zajmowała się swoim misiem-pysiem wystarczająco, że nie prała mu piżamy, że nie mówiła mu co rano „Och, jakże piękny jesteś, przyjacielu mój, a intelekt twój jako trzoda owiec postrzyżonych i poimaj moją liszkę, yeno dozwól, obrócę się na drugi bok i już se pobruszaj”.

Smutna była żona, ślozy z oczu lała i żeby męża ściągnąć do domu…
– Zrobiła pranie!
– Pranie i dwudaniowy obiad?
– Pranie, obiad z trzech dań, deser, pornol z VHS-a i jadalna bielizna na łóżku wodnym?

Ależ wy jesteś bez fantazji, wiecie? Nie zdziwcie się, jeśli kiedyś obudzicie się rano, a obok was będzie tylko puste, wygniecione miejsce i karteczka „Kochanie, nie mogę tak dłużej,  nie szukaj mnie, ale gdyby co, to jestem na trzecim kasztanowcu od prawej, wiesz, tym koło kiosku”.
Żona doktora chwyciła siekierę, piłę…
Hehehe, piątek trzynastego, „Jaki mąż, panie władzo, mąż odszedł, wyjechał za granicę, a ja użyłam wybielacza, więc możecie się gonić, niczego mi nie udowodnicie”?
…i na przydomowym drzewie wybudowała porządny domek: okna, ściany, dach, te rzeczy. Bo po co ma się chłop plątać po obcych drzewach, skoro tu przy domu ma takie wygodne i oko będzie można mieć na niego, i grilla z siostrą oraz szwagrem Jasiukurwa urządzić.

Grało się z trudem, oglądało się z trudem
No i doktor wtedy… Wiecie co? Nieistotne, co doktor wtedy. Nieistotne, co wtedy, co potem, co przedtem i co dlaczego.  Bo to wszystko było płaskie, nudne, wysilone i nieudolne. Słabe było bardzo. Potencjału w tej historii było na 20 minut sympatycznej nowelki, ale reżyser bardzo chciał mieć pełny metraż, więc rozciągnął wszystko, nadmuchał, napakował do środka kupę filmowego śmiecia tudzież nachalnego produkt plejsmętu i męczył widza przez 89 minut czyli półtorej godziny. Długie romantyczne ujęcia butów, prawie minutowa sekwencja z pracownikami MPO, ci sami panowie z MPO opowiadający kompletnie nieśmieszne dowcipy zdania i rechoczący z nich przez kolejne -naście sekund, Brian Scott mający problem z tym, że jest czarny i że wciąż go ktoś oblewa wodą…
Co ma Brian Scott do doktora na drzewie?
Wolę nie wiedzieć. 

Film z gatunku: Ktoś ma pomysł, a ktoś pieniądze, ten drugi ktoś, w zamian za produkt plejsmęt, postanawia umożliwić pierwszemu ktosiowi owych pomysłów realizację. Co należy pochwalić. I czasem zdarza się ktoś, kto ma pomysł i potrafi go zrealizować (patrz: Paweł Wendorff i „Nie ten człowiek”), a czasem trafia się ktoś, kto ma pomysł i nie potrafi. W tym przypadku ktosiem, który nie potrafi był reżyser, scenarzysta, montażysta „Jana z drzewa” Łukasz Kasprzykowski.

"Moooniiika, ach, Monika, dziewczyna ratownika!"

Podobno miała to być krytyka konsumpcjonizmu, materializmu, kapitalistycznej monotonii, pochwała wartości i uczuć, poruszenie problemu relacji międzyludzkich blablablabla, wiosna, słońce, kwiatki, ptaszki, kurwa, jakieś... W sumie racja – kapitalizm dający kasę na takie filmy wart jest ostrej krytyki, a twórcy lepiej by zrobili, gdyby zamiast marnować te pieniądze i niemal miesiąc na kręcenie filmu, wydali kasę na wczasy, spędzając ten czas na łonie. Przyrody również.

Po ekranie przesuwali się jacyś dziwni ludzie: połowa z nich nie potrafiła grać, druga połowa potrafiła, ale bardzo słabo. Najlepiej pod względem aktorskim wypadł Zbigniew Wodecki (dwie minuty na ekranie, trzy kwestie), Ewa Szykulska zrobiła po prostu swoje, Artur Dziurman może by i coś zagrał, ale nie miał co, bo jedynym zadaniem, jakie dostał było wywrzaskiwanie co 30 sekund „Jasiukurwa!” Trzeba przyznać, że się aktor starał, spod wątroby głos dawał, dudnił mocno, ale na jego miejscu nie przyznawałbym się do tej roli. Mieczysław Hryniewicz przyznawać się może, bo od -dziestu lat gra to samo i tak samo, więc jedna taka „rola” mniej, jedna więcej… Podobnie Marcel Szytenchelm – już w „Zmiennikach” wyglądał jakby się urwał z kółka kucharskiego przy Gminnym Domu Kultury w Bąbelkach Górnych…
Miałeś na myśli „kółka aktorskiego”
Wiem, co miałem na myśli i nie było to kółko aktorskie. Enyłej, najłagodniej oceniając, Marcel Szytenchelm grał tak samo jak z „Zmiennikach” i może jednak wreszcie zająłby się czymś innym? Wszystkich przebiła jednak aktorka, grająca szwagierkę doktora (w ramach litościwej promocji nie wymienię jej nazwiska). Sprawdziłem – rzeczywiście aktorka. Z dyplomem krakowskiej PWST. Święty Łazarzu, patronie rzeźników..

"Marcel, rany boskie, masz włosy w uszach!"

Aktorsko wybronił się Bogusław Suszka, grający doktora na drzewie, przy czym bardziej wybronił się scenami na ziemi, te na drzewie były słabe – może miał lęk wysokości? A może lęk wysokości miał kamerzysta? W paru miejscach wypadł nieźle – znaczy, nieźle, biorąc pod uwagę ten film, bo tak w ogóle to na poziomie średniej roli w tasiemcu telewizyjnym. Grająca jego żonę jego żona, Dorota Kiełkowicz, grała bardzo słabo (ktoś coś mówił o kółku aktorskim?), a reżyser nie pomagał, upierając się przy zbliżeniach i pchając jej kamerę w oblicze. Przy słabej grze, słabych dialogach i długich momentach drętwej ciszy (reżyser usłyszał kiedyś o "graniu pauzą"), takie ujęcia powodowały, że widz zamiast przejmować się dylematami uczuciowymi bohaterki, skupiał się na jej charakteryzacji. Też słabej.

Szczytem bezradności twórców było wpakowanie do filmu teledysku, w którym opiewali uroki Krakowa i Kazimierza nad Wisłą. Na pytanie, co ma Kraków i Kazimierz do krytyki materializmu i pochwały prania piżam nawet nie będę próbował odpowiedzieć, bo się boję o swoje szare.

Zdjęcia przaśne, scenografia żadna, kostiumy z szafy, muzyka Dominika Kwaśniewskiego znośna, ale jest jej za dużo. Jedynym plusem filmu jest przypomnienie piosenki „Z tobą chcę oglądać świat”, na którą kiedyś świetnie wyrywało się koleżanki kolonistki. Niestety, dziś wyrwanie kogokolwiek na tę piosenkę jest niemożliwe – zanuci człowiek, okiem romantycznym błyśnie, usto karminowe poda…
– Rany, naprawdę chcesz mnie wyrwać na „Jana z drzewa”?
Badum-tssss…

Nie warto. Bardzo.

W razie niemożności uniknięcia seansu - warto zażyć coś na niestrawność


Varia
1.
Hmm, o czym by tu napisać?
2. To jest tak słaby film, że nawet „varia” jakiekolwiek trudno znaleźć.
3. O, może napiszę, że „Z tobą chce oglądać świat” to piosenka z 1986 roku – słowa napisał Jonasz Kofta (co słychać), muzykę – Zbigniew Wodecki, a w oryginalnej wersji w duecie z kompozytorem śpiewała Zdzisława Sośnicka. W wersji filmowej zastąpiła ją Katarzyna Rodowicz. Nie, nie córka Maryli.
– A kto?
A kogo to?
4. Łukasz Kasprzykowski: reżyseria, scenariusz, scenografia, montaż, obsada aktorska. Jan Kasprzykowski: transport. Elżbieta Kasprzykowska: catering. „Rodzina to jest siła!”
5. Filmowy życiorys Łukasza Kasprzykowskiego nie jest jakoś szczególnie imponujący. Filmpolski.pl podaje, że jedynym po „Janie z drzewa” kontaktem wyż.wym. z filmem było pojawienie się w jakimś ogonie w koszmarze z roku 2012 – „Ostra randka”. Dziwnym nie jest.
6. Współproducentem „Jana z drzewa” była fundacja Solidarni dla Bezrobocia i Ubóstw. Zyski ze sprzedaży biletów miały zostać przeznaczone na pomoc w aktywizacji dotkniętych problemami bezrobocia. Sądząc po efektach ekranowych – przeznaczyć się powinno na pomoc dla twórców filmu.

Metakuźwafora i alekuźwagoria


============
Jan z drzewa
2008
Czas:
89 minut
Reżyseria: Łukasz Kasprzykowski
Scenariusz: Łukasz Kasprzykowski
Obsada: Bogusław Suszka, Dorota Kiełkowicz, Maria Bujas-Łukaszewska, Marcel Szytenchelm, Ewa Szykulska, Artur Dziurman, Mieczysław Hryniewicz, Zbigniew Wodecki i inni.
Dofinansowanie PISF: na szczęście nie było.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz