2015-04-09

Piętro wyżej [1937]

– Pan jest powodem?
– Nie, Wysoki Sądzie! To on! On jest powodem, że we własnym domu wytrzymać nie mogę!


Muzyka łagodzi obyczaje i stosunki międzysąsiedzkie


Henryk Pączek – spiker radiowy, Hipolit Pączek – kamienicznik. Henryk Pączek mieszka nad Hipolitem Pączkiem, a Hipolit Pączek mieszka pod Henrykiem Pączkiem. Panowie nie przepadają za sobą żarliwie i gwałtownie.
– A kultura tu podobno jest…
Jest, i owszem. W domu Hipolita Pączka grywa się muzykę.
– Nawet z jego okien płynie nieraz jazz.
  To dlaczego jest jak jest – nie rozumiem.


Przecież to proste… Po pierwsze: „syndrom Pawła i Gawła”, czyli temu na dole przeszkadzało stukanie tego na górze, pukanie, brzęczenie, łomotanie oraz związane z tym huśtanie się żyrandola, a temu na dole przeszkadzało, że piec wciąż kopci, a gospodarz z dołu nie naprawia, tylko się czepia. Po drugie: różnica gustów. Jazz płynął z okien Henryka Pączka, z okien Hipolita Pączka płynął natomiast Antonin Dvorzak na kwartet półdęty i emerycką zadyszkę, w związku z czym obaj Pączkowie dość często zagłuszali się wzajemnie. Po trzecie: konflikt interesów. Górny Pączek wymagał, by lokal, za który płaci regularnie każdego pierwszego był w stanie używalności, a dolny Pączek wymagał, by górny Pączek się wyprowadził.

Ach, jak przyjemnie kołysać się wśród fal...


– Święte prawo własności! – wrzasnął klasyczny polski korwinista (lat 15-22, zapadnięta wątła klata, okulary, na utrzymaniu rodziców, szkoła średnia lub uczelnia wyższa, ale zawsze publiczna, zniżki na MPK i PKP wykorzystywane do maksimum, państwowa służba zdrowia, bo „mu się należy”)
Umowa jest? – zapytał sąd. Przedwojenny i kapitalistyczny.
Umowa była.
Górny Pączek się wywiązuje?
Górny Pączek się wywiązywał.
To tam są zapisy umowy wskazał sąd A tam są drzwi.
Wrzało między Pączkami nieustannie.

Między famulusami Pączków nie wrzało – Damazy i Protazy nie popadali w jałowe spory ambicjonalne, tylko prowadzili zdrową rywalizację sportową. No, zdrową… Przegrywający fundował kolejkę siwuchy, a że rywalizacja była zacięta i codzienna, wątroby obu famulusów piszczały cienko, a oblicza przybierały barwę narodowo-amarantową.
– Boks?
– Szachy? Warcaby?
– Cymbergaj?
– Zechcyk?

Biber.
– Justin?
Nie, taki zwykły, z brodą. Czarny biber – jeden punkt, siwy biber – dwa punkty. A jak na rowerze, to dochodzą jeszcze trzy punkty. Nie pamiętam, za ile był rudy?… Za trzy punkty chyba.

W tle tramwaj nr 5 czyli gdzieś na trasie Młynarska-Chłodna-pl.Bankowy-most Kierbedzia-Dworska

Całości dopełniali: łowca posagów Kulka-Kulkiewicz, gęś numer 9 i koza.
Koza? – zdziwił się profesor Gąssowski z zupełnie innego filmu
Bratanica – wyjaśnił Adaś Cisowski.
Moja? – zdziwił się profesor – Przecież ja tylko tędy przechodziłem.
Moja – wyjaśnił dolny Pączek – Przyjechała z wizytą i stąd cała awantura.

Bratanica dolnego Pączka przez pomyłkę trafiła do Pączka górnego, Pączek górny wziął ją za gęś i grał jej na fortepianie różne uczuciowe kawałki, a potem zasnął w wannie. Kiedy się obudził – już nie brał bratanicy za gęś, tylko za blondynkę z Kanonii 8.
Ahaaa, za aktorkę? – zapytał adekwatnie Głos Wewnętrzny.
Nie, za Alicję.
– A ona nie była Alicją?
Ona była Lodzią.
– Milicjantką?
– Nie, Pączkówną.
Głos Wewnętrzny załamał się i opadły mu ręce.
Dolnemu Pączkowi opadła przyłbica, ale podniosło mu się libido, bo przebrany za Bożenę Dykiel górny Pączek śpiewał o seksapilu.
A famulusom podniosły się promile, bo wpadli na peleton starozakonnych. 
Biber! Biber! Mały biber! Duży! Wielki! Średni! Blondyn! Grubas! Siwy! Ryży!
W przeliczeniu bibrów na kolory i rowery wyszło ponad sto osiemdziesiąt punktów, czyli w przeliczeniu na gorzałę –  ze dwa litry plus porządna zagrycha.
Stawiał Damazy. Pili obaj.
A gęś? – zapytała zaniepokojona Opinia Publiczna.
Właśnie, gęś… Co z gęsią?
Kości zostały rzucone – bąknął happy end, rzucając kości w kąt i oblizując się dyskretnie.

Bier te kartkie, robim falubar... fabural... farubal... zwrot akcji robim!


Typowa polska komedia z międzywojennego dwudziestolecia – lekka, niezobowią... Hmmm... To jednak nie jest typowa polska komedia z dwudziestolecia. Lekka jest, niezobowiązująca jest, humoru w niej pod dostatkiem, pomyłki, kwiprokwa, gubione listy, przebojowe piosenki (m.in. "Umówiłem się z nią na dziewiątą") i inne cechy gatunku występują w odpowiednich proporcjach, ale są i różnice. Postaci kobiecie zredukowane do minimum – tak naprawdę mamy do czynienia tylko z Lodzią Pączkówną, bo Alicja Bonecka pojawia się wyłącznie „na doklejkę”, nie jako znacząca cokolwiek postać, a raczej jako niezbędny dla rozwoju fabuły rekwizyt. Sporo kobiet pojawia się na balu, ale one nie są nawet rekwizytami, a wyłącznie tłem. Żadnych przyjaciółek głównej bohaterki, żadnych sióstr, żadnych niań, żadnych ciotek, babć, nawet kanonicznej Mieczysławy Ćwiklińskiej w towarzystwie adorującego ją hrabiego/barona/dyrektora nie uświadczymy. Służący – wyłącznie męscy, polujący na posag Kulka-Kulkowski też bez konkretnego kobiecego przydziału, do Lodzi przyklejony wyłącznie w celach dramaturgicznych. I nawet romans bohatera nie jest główną osią filmu, blednie bowiem przy rywalizacji obu Pączków.

Ogląda się „Piętro wyżej” z  przyjemnością: dialogi są lekkie, nierozwleczone, piosenki przebojowe...
W ciemnom noc majowom, wśród konwalii, róż... – nucił Damazy – Aletytegoniepamnięęęęętasz.... bo to dawno już!
...vis comica Józefa Orwida powinna zostać uwzględniona na liście płac jako samodzielny podmiot wykonawczy, Eugeniusz Bodo partneruje starszemu koledze z klasą i rozmachem, a foxtrotem „Sex appeal to nasza broń kobieca” przeszedł do historii polskiego kina.
Kampowość owego cross-dressingu... – zaczął uczenie filmoznawca.
Słowiki śpiewali, serca nasze bili tuż-tuż – przerwał Damazy – Aletytegoniepamnięęęęętasz... bo to dawno już!

"I na twarzy dwa dołeczki, ładne oczy, ładne brwi..."

Helena Grossówna w roli Lodzi jest urocza, ale, niestety, nic poza tym i aktorsko przegrywa nie tylko z głównym duetem Pączków, ale też z bardzo naturalnym Ludwikiem Sempolińskim. Stanisław Woliński i Czesław Skonieczny w rolach famulusów są zabawni, choć z dzisiejszej perspektywy momentami zbyt teatralni, a w scenach jazzbandowych zobaczyć możemy współscenarzystę filmu Ludwika Starskiego (klarnet) i kompozytora muzyki – Henryka Warsa (fortepian).

Pozaaktorsko także pierwsza liga: autorem zdjęć był Seweryn Steinwurzel, scenografię wykonali Stefan Norris i Jacek Rotmil, a kręcono w atelier...
Falanga! – krzyknął Głos Wewnętrzny, któremu się zdawało, że tam kręcono wszystkie filmy dwudziestolecia.
...Sfinks. Równie dobre.

Warto, bo to jedna z najlepszych (IMHO najlepsza) polskich komedii międzywojennych.


Na Bugu we Włodawie ubyło sześć...


Varia
1. Reżyserem „Piętro wyżej” był Leon Trystan – człowiek-orkiestra: prawie prawnik, aktor, reżyser, scenarzysta, krytyk filmowy i teoretyk filmu/fotografii. Był reżyserem m.in. „Kochanki Szamoty” (1926) wg opowiadania Stefana Grabińskiego, „Buntu krwi i żelaza” (1927) i „Dusz w niewoli” (1930) wg Bolesława Prusa. W czasie wojny znalazł się na terenie ZSRR i zginął w czasie ewakuacji Odessy, gdy okręt, którym płynął, został storpedowany przez Niemców. „W cywilu” Leon Trystan nazywał się Chaim Lejb Wagman i był bratem Adama Ważyka. Tak, tego Adama Ważyka od "Poematu dla dorosłych".
2. Postać dyrektora radia zagrał Julian Krzewiński, brat aktora Mariusza Maszyńskiego (Alojzego Kędziorka z „Każdemu wolno kochać” i Hrabiego z „Pana Tadeusza” w reżyserii Ryszarda Ordyńskiego) – także postać z życiorysem „za dwóch, albo nawet za trzech” – po studiach na Uniwersytecie Jagiellońskim pracował jako cyrkowiec w... Brazylii, następnie śpiewał w operetce lwowskiej, w warszawskim Teatrze Wielkim, zagrał w ponad 30 filmach, pisał własne sztuki teatralne i operetki, był współautorem scenariusza „Każdemu wolno kochać”, z Antonim Fertnerem i Wincentym Rapackim był współwłaścicielem firmy produkującej filmy i to niby nic, bo przecież Eugeniusz Bodo był współwłaścicielem „Urania-Film”, która wyprodukowała „Piętro wyżej”, ale Julian Krzewiński swoja firmę założył trochę wcześniej – w roku 1911.
3. O losach Eugeniusza Bodo mówiło się wiele przy okazji ukazania się jego biografii autorstwa Ryszarda Wolańskiego, o Helenie Grossównej pisałem przy okazji Zapomnianej melodii, a o pozostałych postaciach związanych z „Piętro wyżej” – m.in. inż. Stefanie Norrisie, Sewerynie Steinwurzelu, Jacku Rotmilu czy Czesławie Skoniecznym – porozmawiamy przy okazji omawiania innych filmów, w realizacji których wzięli udział.
4. Scena z Eugeniuszem Bodo w roli „polskiej Mae West” nie do końca wynikała z zamysłów twórców filmu. Ludwik Starski wspominał: „Był jeden taki producent z Radomia, który po przeczytaniu scenariusza zażądał aby Bodo przebierał się za kobietę. Stawiając ten warunek oświadczył, że w przeciwnym razie nie da pieniędzy na film. Nieszczęsny Bodo, no i my scenarzyści, musieliśmy się zastosować do tego żądania” Coś mi się zdaje, że gdyby twórcy wiedzieli jak „kultowa stanie się ta scena, o suknię „polskiej Mae West” stoczono by prawdziwą bitwę, bo chciałaby w niej wystąpić połowa przedwojennych polskich aktorów.
4. Fokstrota „Sex appeal” nagrał także Menasze Oppenheim, jeden z popularniejszych aktorów żydowskich w przedwojennej Polsce. Wersję Oppenheima wykorzystano przy dubbingowaniu „Piętro wyżej” w wersji jidysz, pokazywanej w kinach nowojorskich tuż po II wojnie światowej. Gdyby ktoś chciał posłuchać, może to zrobić TUTAJ.
5. Twórcom filmu groził proces o naruszenie praw autorskich – z pretensjami zgłosił się Władysław Krzemiński, krakowski aktor i autor sztuk teatralnych, w tym także operetki pod tytułem „O piętro wyżej”. Podobno sprawę załatwiło 2000 złotych wypłaconych Krzemińskiemu przez twórców filmu.

Och, panie Hipciu, jak pan cudownie rdzewieje...


=========
Piętro wyżej
1937
Czas:
84 minuty
Reżyseria:  Leon Trystan
Scenariusz: Emanuel Schlechter, Ludwik Starski, Eugeniusz Bodo
Obsada: Eugeniusz Bodo, Józef Orwid, Helena Grossówna, Ludwik Sempoliński, Stanisław Woliński, Czesław Skonieczny, Feliks Chmurkowski, Alina Żeliska, Julian Krzewiński, Henryk Wars, Ludwik Starski i inni.

7 komentarzy:

  1. Zielone Żabki? Panie kierowniku gdzie Pan to wszystko mieści? Bo to trzeba mieć głowę jak stodoła żeby sypać cytatami z tak różnych dziedzin. Szacunek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! od dziecka uczyłem się różnych wierszyków na pamięć i tabliczki mnożenia się uczyłem, i piosenek o krasnoludkach... Widocznie pomogło i wytrenowało mi to memorię. Gdybym jeszcze pamiętał jakieś przydatne rzeczy... ;-)

      Usuń
  2. Byłbym Autorowi szalenie wdzięczny, gdyby zrezygnował choćby trochę ze wstawiania ideologicznych wtrętów z wojny polsko-polskiej niezależnie czy pasują czy nie. Wszystko, jak to mówią bracia Anglicy, "fine and dandy" gdy Autor pastwi się nad patriotycznym gniotem, ale gdzie indziej staje się to (dla mnie, rzecz jasna) przyciężkie. No bo spójrzmy: film z gatunku wymachujących szabelką - po łbie zbierają "patryoci narodowi", film o czymś zupełnie innym - to samo (vide wstęp do "Bogów"). Ja rozumiem wszystko, że Autor czasem musi z siebie wyrzucić, ale mnie jako czytelnikowi trochę się mdło robi, kiedy nawet do recenzji przedwojennej komedii prześlizguje się ogólnopolska wojna wszystkich ze wszystkimi. Które to uwagi proszę potraktować jako li i tylko przyczynek do przezabawnego bloga. Po prostu w dusznej atmosferze wszechnawalanki chciałbym móc czasem od niej odsapnąć psychicznie (a najchętniej sapałbym psychicznie tak długo, jak to możliwe).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedni nie lubią nawiązań do współczesnej rzeczywistości, drudzy do punka, trzeci do "Wiedźmina", ktoś by chciał o tym, ktoś by chciał o tamtym... Pardąsik, ale gdybym chciał się dostosować do oczekiwań w treści, formie, tematyce i wątkach bocznych, to rychło blog przestałby być moim blogiem, opinie - moimi opiniami, a i skojarzenia pewnie zacząłbym coraz częściej dobierać "pod kogoś" i po miesiącu nikt by tego bloga już nie czytał (łącznie zemną), bo po prostu czytać by się go nie dało. Wyrzucać z siebie otaczającej nas rzeczywistości nie muszę (w przeciwieństwie do kina :-)), pojawia się na zasadzie luźnych skojarzeń, jak wszystkie inne dziedziny życia czy czego tam jeszcze i pewnie jakoś tam będzie się pojawiać z częstotliwością... hm, nieznaną, albowiem gdyż skojarzenia - moje żyją własnym życiem. Tak, że tego... że to jak z molami. Jedyny sposób - polubić. Albo zacisnąć zęby i starać się nie zwracać uwagi.

      Usuń
    2. Ani przez pięć minut nie myślałem, że się Autor przejmie, chciałem jedynie dać Wyraz. Przyjdzie zaciskać zęby.

      Usuń
    3. Ależ autor się przejmuje, tylko postanowił się nie stosować - może drobna, ale jednak różnica :-)

      Usuń
  3. No i niech dunder świśnie zaraz obejrzę po raz enty :) Uwielbiam ten film. Klasyk pomyłek i gagów-świetnie zgranych dobrymi tekstami. Cud miód ultramaryna. Jakby udało się jeszcze zrekonstruować/odrestaurować film to byłoby świetnie (ale jak pisałem do filmoteki narodowej w tej sprawie to się nie zanosiło :( za to na liście do oczyszczenia jest "paweł i gaweł" ). Całość zwieńczona, powtórzę się, świetnymi piosenkami, które pamiętam i mogę nucić-rzecz niezdarzająca się w przypadku dzisiejszych polskich filmów.

    OdpowiedzUsuń