2015-05-07

Zbliżenia [2014]

– Nienawidzę cię! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię! Nienawidzę cię! 
– Ja też cię kocham.

Martusia bywała opryskliwa

Dawno, dawno temu, gdy wszyscy byliśmy romantycznymi dziewczynkami, Magdalena Piekorz nakręciła film o toksycznym synu, skrzywionym przez toksycznego ojca. Film był nudny, pretensjonalny i według powieści Wojciecha Kuczoka, a kończył się Och-Jakże-Guembokim napisem na lustrze, bo reżyserka nie lubiła niedomówień, za to lubiła tanie efekty. Minęło trzysta strzałów znikąd, romantyczne dziewczynki dorosły i zmieniły się w cynicznych drwali, a Magdalena Piekorz i Wojciech Kuczok nakręcili kolejny film. O toksycznej córce, skrzywionej przez toksyczną matkę. Film kończy się Och-Jakże-Guembokim napisem na lustrze, bo reżyserka nadal nie lubi niedomówień, za to wciąż lubi taniochę.

To jest Martusia. A to jest mamusia Martusi. Mamusia Martusi kocha Martusię. Martusia kocha swoją mamusię. Kochają się tak bardzo, że, normalnie, rzeźnia, ponieważ, jak wspomniałem, reżyserka nie uznaje półśrodków, rzeźnia owa sprawia wrażenie wykonanej przy pomocy cepa.
Martusiu, odbierz. Tu mama. Martusiu odbierz. Tu mama – dudni komórka Martusi głosem mamusi.
Na załączonym obrazku widzimy przykład "chorej miłości", objawiającej się – mamrotał Przewodnik Filmowy dziwnie podobny do Zdzisława Maklakiewicza z filmu "Dancing w kwaterze Hitlera" Dla tych z państwa, którzy nie słyszeli, wyjaśniam, że głos, który mówi "Tu mama", należy do mamy i jest metaforą braku metafory i przykładem na toksyczność w rodzinie. Kto miał toksyczność w rodzinie?
Na widowni uniosło się kilka rąk.
Każdy miał toksyczność w rodzinie – monotonnie mruczał Przewodnik Filmowy – I Martusia też ma toksyczność rodzinie. Niepełnej, bo mamusia ma charakter, skutkiem czego oraz skutkiem dania mu po gębie tatuś Martusi dał w długą. Co również deczko krzywi Martusię, która od tej pory ma sepiowate retrospekcje z dramatyczną muzyczką.

Martusia nigdy nie słyszała o KSU, więc próbowała iść pod prąd i szukać przyczyn

W przerwach miedzy sepiowatymi retrospekcjami z muzyczką, Martusia poznaje przez internet faceta.
Wiesz mamo, mam chłopaka – oznajmia mamusi – Piszemy ze sobą pół roku. Dziś zobaczę go po raz pierwszy. Chciałbym, żebyś go poznała.
– Ojej
- mówi mamusia.
O, dżiiiiz... - mówi widz - Pół roku pisania maili, zero kontaktu wzrokowego i "mam chłopaka"? Ile ty masz lat, dziecko? Dwanaście?
Martusia ma 37 lat.
I pewnie jest zahukaną starą panną, mieszkającą w komórce pod schodami, granatowa sukienka z samodziału, podkrążone oczy, zero kontaktu ze światem zewnętrznym, łańcuch wokół kostki?
Jest rzeźbiarko-malarką, mieszkającą w pracowni z pięterkiem i ogólnym lansem na wschodnią stronę. Długie nogi, blond grzywka, wcięcie w talii, wypukłości, gdzie trzeba...

Martusiu, odbierz. Tu mama – mówi telefon pińcet razy dziennie. Martusia odbiera i wysłuchuje, że to źle, tamto niedobrze, owo fatalnie, ten pomysł Martusi jest głupi jak stonoga, tamten jest jeszcze głupszy. Prawo jazdy? Nieeee, Martusia jest roztrzepana. Dziecko? Dziecko absolutnie nie, bo Martusia jest nieodpowiedzialna, a poza tym ma karierę.
A ty masz brudne paznokcie! – wrzeszczy Martusia.
A ty jesteś niedojrzała! – cedzi mamusia.
A ty nie domywasz talerzy!
A ty jesteś niewdzięczną córką!
A ty czołgaj się, czołgaj! Pokażę ci, żeś nikim! – śpiewał Kazik z radia.
Co ja robię tu uuuu-uuuu? – zastanawiał się mąż Martusi.
Tak prysnął nastrój bardzo łatwo – śpiewali Małgorzata Cholewa i  Jan Kaczmarek – Trzasnął policzek, potem drzwi...
Zawieź mnie do mamy – poprosiła Martusia
Pogięło cię, kobieto? – jęknął mąż – Jest druga w nocy!
Nie zasnę, póki jej nie przeproszę.
– To zadzwoń.
– Nie odbiera.

Jadą. Przepraszają się.

Mamuśka, zostaw tę pralkę! My ją zaniesiemy do naprawy... Ja wiem, co tam jest - tam nic nie ma!

– Martusiu, odbierz. Tu mama.
Martusia odbiera. Zawsze: w kinie, w Lublinie, w maju, w tramwaju, w filharmonii, w trakcie seksu z mężem...
 – No, to już chyba lekka przesada – żachnęła się Opinia Publiczna.
Jedna pani w filharmonii też tak powiedziała.
A mąż powiedział, że wypierdoli Martusi telefon. Brzydko powiedział i wiem, że tak się nie powinno mówić, ale przecież to nie ja powiedziałem, tylko on.
Dobra, to teraz wszyscy wypierdalać – powiedziały Symbole, wchodząc na ekran z drzwiami i futryną – Przejmujemy ten film!

Na nadmorskim piasku leży stado śniętych ryb.
– Ławica!
Ławica to jest takie lotnisko w Poznaniu i tam na pewno śnięte ryby nie leżą. W przeciwieństwie do nadmorskiego piasku.
Coś złego się stało z mamą – histeryzuje Martusia, której się wszystko kojarzy.
To jest irracjonalne – uspokaja mąż.
Ale ja to czuję! – piszczy Martusia.
Dziwnym nie jest. Takie stado śniętych ryb w upale na rozgrzanym piasku... każdy by czuł.

Bierz mnie, mów do mnie brzydko, rób mi Heimlicha!

Ciach! – Martusia ucina cycki lepionym przez siebie rzeźbom płci symbolicznie żeńskiej (w tym jednej ze skoliozą).
Przewodnik Filmowy poprawił zaczeskę i strzelił pogadankę na temat przeniesienia jako sposobu radzenia sobie z opresją, traumą, wyparciem i innymi psychomiazmatami.
JEB! – Martusi, rozliczającej się z archetypem matki, nie wystarczyły ucięte cycki, wzięła więc młotek i upierdoliła rzeźbom głowy.
DUP!
Oraz nogi.
Oooo, piękna sztuka współczesna – zachwycił się profesor Martusi – Warto było czekać.
Really? Warto było czekać na to, żeby pana studentka 12 lat po dyplomie odkryła twórczość Mitoraja i zaczęła ją nieudolnie kopiować?

Symbole przejęły film, dom chciał przejąć komornik, więc mąż się przejął i przejął dług (kolejne użycie cepa scenariuszowego, ale "margines jest zbyt wąski, aby"), mamusia się przejęła i dostała wylewu, lekarz się przejął i zadysponował szpital, ale Martusia się przejęła i powiedziała, żeby lekarz się walił, bo mamusia zostanie w domu, mamusia została i tak się przejęła, że w co drugiej scenie łypała ponuro na tabletki, więc wiadomo było, że wszystko skończy się źle, a scenarzystę i reżyserkę poniosło – wprowadzili na ekran postać ojca Martusi, dzięki czemu Andrzej Seweryn załapał się na darmowe wuzetki, a film zyskał dodatkową reklamę, choć Andrzeja Seweryna jest na ekranie tyle, co kot napłakał.

Żeby nie męczyć kota - zapłacze Ewa Wiśniewska

Oczywiście, wszystko kończy się źle.
Tabletki? – domyślił się Głos Wewnętrzny.
Idzie, babciu, idzie jak po sznurku... – zaśpiewał z radia Wojciech Młynarski.
...a na lustrze został napis "Daj dziecku na imię Marta".
Mamusiu, dlaczego mam na imię Marta? – zapyta dziecko po latach.
Bo babcia tak chciała – powie Martusia.
Jednak wolałbym Wojtek... – skrzywi się synek, dopnie rozporek i pobiegnie haratać w gałę przed blokiem.
Zgłupiałeś? – osłupiała Opinia Publiczna – Gdzie ty w dzisiejszych czasach widziałeś dzieciaki grające w piłkę przed blokiem?

Nuda. Nuda i pretensjonalność. Dwie rzeczy. Nuda, pretensjonalność i łopatologia. Trzy rzeczy. I Symbole.
Wejdziemy jeszcze raz?
Nie, ten jeden wystarczy. I sepiowate retrospekcje. Zero finezji, zero półcieni, za to dwadzieścia kilo zgranych klisz (symbolizujące tunele łaziły całymi stadami), banalnych dialogów i wrażenie, że ktoś wygrzebał zapomniany film Krzysztofa Zanussiego z połowy lat 80.
Producent: Krzysztof Zanussi – powiedziała Lista Płac.
No tak, to sporo wyjaśnia.
Ładne zdjęcia Marcina Koszałki. Momentami nawet ciekawe. W przeciwieństwie do muzyki, która także sprawiała wrażenie wyjętej z filmów Zanussiego.

Panie Wacku, tu mi brakuje artystycznego środka wyrazu KZ/73/341!

Aktorsko bardzo przeciętnie – na tyle przeciętnie, że minuta z Andrzejem Sewerynem daje widzowi więcej aktorstwa niż godzina z pozostałymi aktorami. Ewa Wiśniewska mogła mieć wielką rolę, ale zabiegi twórców skutecznie jej to uniemożliwiły: jakieś idiotyczne wjazdy kamerą w twarz, jakieś długie szlochy, spazmy, jęki i rąk łamanie...
No, bo wiesz, rozpacz, córka się oddala, dramat...
Wiem. Ale tego nie trzeba grać z teatralnym rozmachem lat trzydziestych. Póki Ewa Wiśniewska grała w swoim stylu, była przekonująca do bólu duszy swojej i widza, ile razy natomiast twórcy postanawiali wyjaśniać wszystko widzowi jasno, wyraźnie i na patelni – pardąsik, ale wiało Franciszkiem Brodniewiczem i z zażenowaniem odwracałem wzrok. Joanna Orleańska dostała od losu i Magdaleny Piekorz szansę na pokazanie, że potrafi zagrać coś ponad poprawną przeciętność. Miała w tej roli wszystko... yyy... no, prawie wszystko... znaczy, sporo miała w roli, żeby przykleić widza do ekranu wytrzaskać po emocjonalnym pysku i patrzeć, czy równo puchnie, a zagrała absolutnie nijako, a momentami wręcz źle. Łukasza Simlata kiedyś lubiłem, ale teraz cofam wszystkie sęki na świecie i czy w kolejnych produkcjach filmowych można by go wymieniać na Szymona Bobrowskiego na przykład? Albo na Katarzynę Figurę? Albo choćby na lodówkę? Tradycyjnie zaznaczył się Jacek Braciak, który nie musi mieć długiej roli i gromkich monologów – wchodzi, patrzy, mówi dwa zdania i zapamiętuje się go lepiej niż połowę listy płac.

Pisząc z Wojtkiem Kuczokiem ten scenariusz, bardzo chcieliśmy poruszyć jakąś społeczną dyskusję. Wręcz chcieliśmy, żeby ten film wbił kij w mrowisko.
Żehęproszękurdeco? "Kij w mrowisko"? "Społeczna dyskusja"? O czym, na boga? Społeczeństwo ma się spierać o związek śniętych ryb z toksycznością rodziców albo o wpływ braku umiejętności artykułowania uczuć na tok czynności komorniczych? Społeczna dyskusja o filmie Magdaleny Piekorz, w którym dwie drewniane kobitki histeryzują, a drewniany facecik grozi, że wypierdoli telefon? No, to się nazywa megalomania wieku atomowego...

Chciałabym, że to był także film o miłości mężczyzny do kobiety – reżyserka, czując, że nie wyszło jej to, co chciała pokazać, opowiadała w wywiadach, co tak naprawdę chciała pokazać.



Nie warto. Lepiej poczekać na kolejny film pary Piekorz-Kuczok. Który nie wiem, czy będzie opowiadał o toksycznym siostrzeńcu skrzywionym przez toksycznego wujka, czy o toksycznej wnuczce, skrzywionej przez toksyczną babcię (po Oskarze dla "Idy" może to nawet będzie babcia-ubeczka), czy o toksycznych bliźniakach, krzywiących i krzywdzących się wzajemnie, ale na pewno będzie się kończył Och-Jakże-Guembokim napisem na lustrze, albowiem gdyż.



Varia
1. O rolę Martusi starała się podobno Małgorzata Kożuchowska. W tym momencie moja wyobraźnia jęknęła z bólu i odwołała połowę zarzutów wobec Joanny Orleańskiej.
2. W tle sceny rozmowy Martusi z ojcem pojawia się współscenarzysta filmu Wojciech Kuczok. Pisarz postanowił "przebić" często pojawiającego się we własnych filmach Alfreda Hitchcocka i mignął na ekranie aż dwa razy.
3. W roli (roli... /wzdech/) siostry granej przez Ewę Wiśniewską matki pojawiła się Małgorzata Niemirska. Prywatnie siostra Ewy Wiśniewskiej.
4. Poza "prostym" dofinansowaniem z PISF, twórcy filmu dostali także pieniądze z Urzędu Miasta w Katowicach i Śląskiego Funduszu Filmowego – zrewanżowali się paroma naprawdę ciekawymi obrazkami Katowic, ale kiedy się zerknie na kwoty (ŚFF dał 290 tysięcy złotych), to z tyłu głowy odzywa się nieśmiertelne "Słuchaj, Beniek, ale dwa tysziące za psa? Ja mogę dać... no, czydzieści złotych".
5. W internecie pojawiły się głosy, że fabuła filmu jest bardzo (za bardzo) podobna do fabuły "Niewdzięczności" Zbigniewa Kamińskiego z 1978 roku (z Antoniną Gordon-Górecką w roli matki i Beatą Tyszkiewicz w roli córki). Nie widziałem, więc... teraz mam powód, żeby obejrzeć.

Z której strony nie patrzeć - zawsze blada


============
Zbliżenia
2014
Czas:
73 minuty
Reżyseria: Magdalena Piekorz
Scenariusz: Magdalena Piekorz, Wojciech Kuczok
Obsada:
Ewa Wiśniewska, Joanna Orleańska, Łukasz Simlat, Andrzej Seweryn, Henryk Talar, Małgorzata Niemirska, Jacek Braciak, Władysław Kowalski, Agnieszka Wosińska, Piotr Tołoczko i inni.
Dofinansowanie PISF: 2 700 000 zł.

8 komentarzy:

  1. Nie żebym się czepiał, ale Kuba jednak proponował "czydzieści" złotych. Poza tym się zgadza, rasa nordycka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaiste. W związku z czym autokorekta dostała po łapkach i została pouczona, aby.

      Usuń
    2. W odpowiedzi na skrargę/protest* obywatela (*niepotrzebne skreślić) kierownictwo naszej placówki blogowej informuje że personel został odpowiednio poinstruowany i pouczony na okoliczność zażalenia. Dziękując za cenne uwagi zapraszamy do dalszego korzystania z usług naszej placówki. 08.05.2015 Kierownik bloga.

      Wracając do filmu, zawsze mnie zastanawia skąd ludzie biorą pomysły na takie filmy. Jakie myśli chodziły po głowach autorów, żeby coś takiego wyprodukować?! Może jestem jakiś ograniczony, ale nie jestem w stanie tego pojąć. Czasami zastanawiam się czy nad wejściem do PISF-u nie wywiesili przypadkiem wielkiego napisu „Inteligencja wypierdalać!” - to by w jakiś stopniu tłumaczyło "głębie" polskich scenariuszy.

      Usuń
  2. Wygląda na to, że plus filmu jest jeden - jak najbardziej jestem w stanie wyobrazić sobie taką relację między matką a córką. Minusem jest to, że - jeśli wierzyć recenzji (a wierzę :)) - nie-aż-tak-zły pomysł został tak zarżnięty, że podczas oglądania zgrzytałabym zębami z irytacji. No to nie obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieśmiało proszę o Szamankę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie Andrzeju,

    nie na temat, ale mam pytanie: czy jest szansa przeczytać Poligonowe podsumowanie jakże ważnej i kontrowersyjnej 33. kolejki Ekstraklasy? Na weszlo.com są tylko zapowiedzi 33 i od razu 34 kolejki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszzzz...
      http://weszlo.com/2015/05/21/cebula-na-mozgu-whisky-zakonnica-i-niesmak-czyli-cztery-razy-po-dwa-razy/

      Usuń