2015-06-17

Jeziorak [2014]

– Tu jest bagno! – krzyknął jeden z aktorów.
E, tam – bagno... Kinematografia po prostu.


Czy pamiętasz tę muszelkę znalezioną nad Wigrami?

Zaginęło dwóch policjantów na służbie. Siły policyjne zostały więc skierowane na poszukiwania… bimbrownika.
– Dlaczego bimbrownika?
Właściwie nie wiadomo – jeden z policjantów stwierdził, że ten bimbrownik był bardzo tajemniczy. Głównie dlatego, że nikt od niego nie kupował bimbru.
– No to na jakiej podstawie ta cała obława? Dlaczego go szukali?
Ba! Może dlatego, że jak powiedział policjant "jego odcisków nie ma w bazie, ale ma bardzo rzadką grupę krwi". Znaczy, burdel w bazie mieli i chcieli sobie uzupełnić rubryczki przed cokwartalną kontrolą. Typowe państwo policyjne rodem z koszmarów Edwarda Snowdena. Zresztą nie wiem, ten informujący policjant od samego początku był dziwny i mówił czołem.

O czym to ja?... A, że zaginęli policjanci i zaginął bimbrownik. Policjanci zaginęli w ciszy i tajemniczo, a bimbrownik zaginął z hukiem samopału i jękiem rannego policjanta. Do poszukiwań bimbrownika oddelegowana została partnerka życiowa jednego z zaginionych policjantów – prawdopodobnie po to, żeby się nie nudziła i nie szlochała na posterunku. I żeby na posterunku nie urodziła – partnerka poza tym, że jest w stopniu podkomisarza, jest również w zaawansowanej ciąży, bo "Fargo" to fajny film, a dzisiaj trudno o nowe pomysły. Do pomocy ciężarnej pani podkomisarz oddelegowany zostaje Policjant Mówiący Czołem.
– Komisariat w Suszu? Czym się zajmowałeś?
– Pijackie awantury, kłusownicy, czasem jakaś kradzież...
– Byłeś już kiedyś przy zwłokach?
– To nie jest mój pierwszy raz
– powiedział Policjant Mówiący Czołem, a protekcjonalizm kapał z niego każdym porem, bo jeśli ktoś jest policjantem w Suszu i zajmuje się pijaczkami, to żadne "Seven" nie jest mu obce i nie będzie tu kobita szpanowała trupem.
Znam się na robocie – wycedził Policjant Cedzący Mówiący Czołem, żeby nikt nie miał wątpliwości.
A ten trup to czyj? – zainteresowała się Opinia Publiczna – Kłusownika czy policjanta?
Prostytutki. Jednej z dwóch. Znaczy, jeden z dwóch. Znaczy, jeden z dwóch trupów jednej z dwóch prostytutek.


...albowiem herbata, którą pili scenarzyści okazała się za mocna.

Potem przyszedł jakiś dziwny patolog ze szczękościskiem, dziwny szef z zarostem, dziwne wyniki, dziwne procedury, dziwne realia, dziwny facet z wydziału wewnętrznego... Wszyscy jacyś tacy katatoniczni, małomówni, ze szczęko- i pośladko-ściskiem. Przez chwilę miałem nadzieję, że to może jakiś podstępny wkręt i pod koniec filmu okaże się, iż akcja dzieje się w miasteczku zamieszkałym przez zombie, a bimbrownik jest tam jednym żywym człowiekiem i to stąd takie wielkie halo. Niestety, okazało się, że to po prostu smutni ludzie w smutnym miejscu. A nie, przepraszam – był jeden ghul.
– Ghul? Nad Jeziorakiem?
Ghul. Samochód, w bagażniku lekko nieświeże zwłoki, a ten mówi do kolegów:
– Jedzcie za mną.
I chyba był bardzo głodny, jeden trup na dzielony czterech dużych chłopów to w końcu niewiele, więc chwilę potem przyrządził sobie pieczyste z trzech kolejnych ofiar. Sądząc po ilości gazu pieprzowego, jakiej zużył do ich obezwładnienia, lubił kuchnię pikantną. Swoją drogą, scena przyrządzania pieczystego jest tak głupia, że aż śmieszna. Co raczej nie powinno przydarzyć się w „mrocznym kryminale”, prawda?

Przepraszam, ale nie byłem w stanie kupić tej całej historii. Znaczy, same zasadnicze ramy - i owszem, całkiem zgrabnie sklejone, ale ile razy zbliżałem się do punktu „no, może wreszcie niezły kryminał”, twórcy próbowali wykłuć mi oczy jakimś scenariuszowym babolem, a aktorzy próbowali wykłuć mi oczy odgrywaniem tego babola. Bimbrownik produkuje, ale nie sprzedaje, więc podstaw do interwencji nie ma, ale robi się obławę, na którą bimbrownik zamiast okrzykiem „Spierdalać, to na własne potrzeby!” albo chociaż „Ale osssochozi, panie własso?”,  reaguje obrzynem. Odcisków bimbrownika nie ma w bazie, ale „system wypluwa”, że nie żyje od trzydziestu lat, bo utonął jako dziecko. A potem się okazuje, że dzieci było dwoje i oboje żyją, więc kto, przepraszam, utonął trzydzieści lat temu, dlaczego „system pluje” głupotami i skąd w ogóle dziecko-bimbrownik w systemie? Policjantka ma radar w oczach i w gęstym lesie bezbłędnie potrafi znaleźć ziarenko śrutu, paralizatory dopasowuje się do ran na podstawie rozstawu elektrod (bo paralizator to nie widelec i oczywiście, każdy na inny rozstaw) podwładny opiernicza przełożoną, wydanie nakazu aresztowania odbywa się na podstawie: „Widziałam jego twarz, on coś kręci”, 60 procent pary idzie w szukanie zaginionych dzieci wiejskiego Blake’a Carringtona, 20 procent w szukanie zabójcy dwóch prostytutek, a w poszukiwanie zaginionych na służbie policjantów zaledwie 5 procent czasu antenowego.
Coś się nie zgadza – zaprotestowała Opinia Publiczna – Zostaje jeszcze 15 procent.
15 procent opitala się widoczkami. Które są ładne, ale kamaaaan… Ileż można? Enty film, którego twórcy próbują się bronić widoczkami, jakby kręcili przewodnik turystyczny, a nie kryminał (podobnie było w „Watasze”). I gdybyż jeszcze kręcenie widoczków było tak sakramencko trudne...


Szczególny problem sprawiało filmowanie dróżki, bo się ta cholera nieustannie wiła.


/Hic sunt spoilery/
Na liście głupot długo prowadziło rozwiązanie fabularne, w którym postrzelony i pobity facet w towarzystwie wysoce ciężarnej funkcjonariuszki dźwigają mocno nasiąknięte zwłoki w otwartym terenie osiedlowymi podrzucają je do obcego bagażnika, nie wpadając nikomu w oko, nie uruchamiając alarmu i w ogóle „Niewidzialna Ręka to także ty”. Twórcy postanowili jednak przebić samych siebie i polecieć chałowatym deusem z maszyny: na scenę wszedł adwokat, wręczył głównej bohaterce pendrive’a i powiedział: „Mój klient zdeponował to u mnie na wypadek, gdyby coś mu się stało. Zależało mu, że to trafiło do pani”. Oczywiście, pendrive zawierał informacje absolutnie kluczowe, sprawiedliwość zatryumfowała, a główna bohaterka mogła w finale rzucić zabójczym onelinerem. Czego jednak nie zrobiła, bo to, czym rzuciła, to nawet nie był oneliner, o zabójczości nawet nie wspominając.

Właśnie, dialogi…
Ma bardzo rzadką grupę krwi ABRh-! – rzecze Policjant Mówiący Czołem – Jakiś jeden procent ludzkości…
Ja też mam taką grupę krwi i co z tego? – odpowiada jego szefowa.
Ale jest jeszcze jakiś specjalny czynnik! – wyjaśnia Policjant Mówiący Czołem.
Dobra, niech będzie czynnik. Jaki czynnik? Chętnie się dowiem, albowiem nie ma to jak uczyć się czegoś z kryminałów, a potem zaszpanować na imprezie wiedzą na przykład o okresie wylęgania się much na zwłokach (dzięki, Grissom). Niestety, Policjant Mówiący Czołem niczego nie wyjaśnia, zmienia temat, dupa blada, czynnik nieznany.


Ponieważ Policjant Mówiący Czołem czoło ma zasłonięte czapką - przechodzi na komunikację palpacyjną

Mam coś! – wrzeszczy policjant, przeszukujący obozowisko bimbrownika tuż po strzelaninie.
Oznacz to i czekaj na techników – mówi pani podkomisarz z twarzą wyrażającą Włocławek. Ani pół pytania, co policjant ma. Może trupa? Może karabin przeciwlotniczy? Może fragmenty Bursztynowej Komnaty? Może kociołek z dukatami i ususzonego leprechauna uwiązanego do gałęzi? A niech se ma cokolwiek, pani podkomisarz ma wyczesane na drobiazgi, proszę jej nie zawracać gitary i niech ktoś uciszy tego rannego, niech tak nie wyje. A, sorry, ranny nie wyje, bo inspicjent zapomniał mu przypomnieć, że skoro jest ranny, to może powinien.

– Dokumentacja spłonęła w pożarze.
– W pożarze?

Nie, kuźwa, w powodzi spłonęła! To jakiś środowiskowy zakład, kto nawtyka w scenariusz jak najwięcej takich wisienek?

Głównym atutem tego filmu jest mroczny klimat, przywodzący na myśl kino skandynawskie – powiedział krytyk, a potem dodał coś o kamerze samoistnej i scenie, w której Günther importuje zboże.
Klimat?
Polacy są tak agresywni, a to dlatego, że nie ma słońca nieomal przez siedem miesięcy w roku, a lato nie jest gorące – zatrzeszczał z głośnika Kazik – Tylko zimno i pada, zimno i pada na to miejsce w środku Europy.
No tak, to już wiadomo, skąd te trupy i wybuchowy bimbrownik… Tylko nie bardzo wiadomo, gdzie ten „klimat”, bo to, że pada, że zimno i pada, i że nie ma słońca to trochę za mało. Ja się może nie znam, że ale robienie filmowego klimatu przez niedoświetlenie planu i poubieranie wszystkich w grube swetry to raczej słaby pomysł. Podobnie jak kopiowanie rozwiązań z duńskiego serialu „Forbrydelsen”.
– Mówiłeś, że z „Fargo”.
Z „Fargo” też. Dywersyfikacja plagiatów zżynania kalkowania nieoryginalności zapożyczeń multikulturowej wymiany myśli wrażeń i pomysłów.


Twórcy wykorzystali także osiągnięcia tureckiego kina SF

Aktorstwo równie drętwe jak cały film. Jowita Budnik zagrała jedną ze słabszych swoich ról w ostatnich latach – przez większość filmu obnosiła się z jedną miną i z jednym wyrazem oczu i proszę, nie mówcie mi, że to miał być emocjonalny pancerz profesjonalizmu, bo nawet jeśli w założeniu miał być, to nie był – mnie w każdym razie nie przekonała. Tak, pamiętam, że Jowita Budnik udanie odegrała scenie rozpaczy po odnalezieniu zwłok partnera i cieplutko uśmiechała się do monitora USG, na którym migotał obraz jej potomstwa, ale takie sceny to studentka drugiego roku powinna odegrać z palcem w nosie, więc żaden powód do chwały. Sebastian Fabijański zagrał na poziomie przeciętnej roli w przeciętnym serialu, nie odznaczył się kompletnie niczym i kiedy przeczytałem, że dostał na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych nagrodę za debiut, to ręce mi opadły, a ciśnienie się podniosło. Nagroda na najważniejszym polskim festiwalu filmowym przyznana za kompletną przeciętność z parom obsuwami w paździerz? Naprawdę nikt inny nie zasłużył? Kamaaaan! Nawet gdyby rzeczywiście, to trzeba było po prostu tej nagrody nie przyznawać, bo taki werdykt to solidny obciach.

Spośród stadka przesuwających się po ekranie postaci dali się zapamiętać jedynie Mariusz Bonaszewski i Stanisław Brudny. Reszta była nijaka albo słaba. Z wyjątkiem Łukasza Simlata, bo on był bardzo słaby i Wenantego Nosula, który ma charakterystyczne imię i takąż dykcję. 


Duże wrażenie zrobiła na widzach scena konfrontacji głównej bohaterki z kafelkami

Zdjęcia naprawdę dobre. Dobre, spójne, technicznie bez zarzutu (i nie, to się wcale nie kłóci z opinią wyrażoną parę akapitów wyżej).  W filmie była też muzyka. Zła, bo spoilerująca bardzo – jeśli widz zaliczył w życiu dwa kryminały, dwa thrillery i choć jedną „Kobrę”, to z zamkniętymi oczami mógł przewidzieć wszystkie zwroty akcji, kluczowe momenty, punkty kulminacyjnej i precyzyjnie opisać stan duchowy widocznych na ekranie postaci. Jeśli następowało „pląąąą”, to wiadomo, było, mamy do czynienia z informacją kluczową dla śledztwa, jeśli wchodziły smętne smyczki, to wiadomo było, że bohaterowie będą się smucić… Zaraz, zaraz, a może to wszystko było celowe? Te klisze muzyczne, te ksera dialogowe, te wszystkie fabularne kalki, może to było jakieś zadanie domowe, w którym uczeń miał wykorzystać jak największą liczbę filmowych banałów. Może to była jakaś praca dyplomowa w podyplomowym studium filmowym dla absolwentów kierunku „zarządzanie turystyką” i dyplomant miał się wykazać w swoim dziełku znajomością podstawowych chwytów konwencyjnych? Jeśli tak, to szczere brawa za nader udany debiut, opanowanie rzemiosła itede, jeśli nie – to może następnym razem mniej mamonizmów i filmowych jesiotrów drugiej świeżości.

Nie warto, ale w sumie można. Aż tak bardzo w oczy nie boli, a choć słabe, to przecież nie jest to dziełko nieudolne, a to już na polskim rynku filmowym sporo.

Ten U-Boot ukrywa się tutaj od 1945 roku



Varia
1. Jest Jeziorak, jest Susz, jest Ostróda, są Siemiany i Gietrzwałd (ależ się aktor nabiedził, żeby to wyartykułować…), ale zamiast Iławy pojawia się Iławiec. Nie wiem, czemu. Jakaś tajemnicza oryginalność czy po prostu burmistrz Iławy pogonił filmowców, usiłujących wyciągnąć jakieś dodatkowe dofinansowanie i to tak w ramach Straszliwej Zemsty?
2. W filmie wspomina się kilka razy pożar w ośrodku dla osób psychicznie chorych w Górnej Grupie. Taki pożar rzeczywiście miał miejsce – w nocy z 31 października na 1 listopada 1980 roku w szpitalu w Górnej Grupie koło Grudziądza spłonęło 55 pacjentów. Pod wpływem tego wydarzenia Jacek Kaczmarski napisał piosenkę „A my nie chcemy uciekać stąd”, którą śpiewali m.in. Jacek Wójcicki (w „Ostatnim dzwonku” Magdaleny Łazarkiewicz) i Przemysław Gintrowski, ale IMHO sam tekst jest na tyle mocny, że nie ma potrzeby przyswajać go z towarzyszeniem dodatkowych „elementów artystyczno-aktorskich”
3. W scenie aresztowania ciecia (3 samochody na sygnale i nastu ludzi, żeby zatrzymać faceta, który „coś kręci, ja to czuję”) podkomisarz Izabela Dereń recytuje „formułę Mirandy” – wiecie, tę co to „masz prawo zachować milczenie, a wszystko, co powiesz może być użyte przeciwko tobie…” Niestety, pani podkomisarz – nie wszystko. Polskie prawo to nie amerykański serial telewizyjny, obowiązują stosowne artykuły KK (art. 233) i KPK ( art. 5, 6, 74, 175) i podejrzany może sobie gadać różne rzeczy, dopóki nie robi tego oficjalnie, w czasie formalnego przesłuchania, a nawet wtedy może łgać do woli i prokuratura może mu skoczyć na warsztat, zaraz po tym, jak na warsztat skoczy mu policja.
4. 20 311 widzów od premiery (wg PISF). Jak na kino tak gatunkowe, z taką promocją, pochlebnymi recenzjami, nagrodami… cienko, cieniutko. I nie można tego zwalić na torrenty czy chomika, bo tam film trafił dopiero niedawno.
5. Było coś jeszcze, ale zapomniałem. Widocznie nie było to ważne, albo wyparłem, bo mi serduszko dobrotliwe podpowiedziało, żeby się nadmiernie nie znęcać.


"Tak! Tyś pochował w falach mą Leilę - jam cię pochował w czerwonej mogile"


============
Jeziorak
2014
Czas:
94 minuty
Reżyseria: Michał Otłowski
Scenariusz: Michał Otłowski
Obsada: Jowita Budnik, Sebastian Fabijański, Mariusz Bonaszewski, Michał Żurawski, Łukasz Simlat, Krzysztof Franieczek, Przemysław Bluszcz i inni.
Dofinansowanie PISF: 2 000 000 zł

23 komentarze:

  1. Pożar w ośrodku dla osób psychicznie chorych w Górnej Grupie w nocy z 30 października na 1 listopada 1980 roku?? W takim razie długa noc to była, albo kalendarz za krótki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nawet mając do wyboru tylko zero i jeden muszę zrobić błąd...
      Dzięki - już poprawione.

      Usuń
    2. Tak jeszcze dla porządku, choć Autorowi zapewne wiadomo - utwór Kaczmarskiego, jak to dzieło sztuki, ze względu na licencia poetica zawiera odstępstwa od rzeczywistości. Tu taki ciekawy artykuł o tym znalazłem, choć podejrzewam, że Autor i to czytał, no ale może przeczyta kto inny dzięki temu: http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/pomoce/a_my_nie_chcemy.php


      jpl.

      Usuń
    3. Autorowi wiadomo, że i pewnie wszystkim innym także, ale za linka do artykułu dziękuje bardzo - kiedyś czytałem (i to właśnie na tej stronie), ale potem "na pamięć moją zaległo", a tekst rzeczywiście wart przeczytania. Choć ze względu na sceny drastyczne, osoby o słabych nerwach... etc.

      Usuń
  2. Podziwiam twoja fantazje i slowotworcze zdolnosci od samego poczatku.
    Wiekszosc wyrazen rozumiem (ma sie swoje lata), albo sie domyslam znaczenia.
    Albo mi sie zdaje ze sie domyslam. :))
    Rycze ze smiechu, albo delikatnie sie usmiecham.

    Tym razem pozwole sobie zapytac:
    Co to znaczy "twarz wyrazajaca Wloclawek"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ułatwienia powiem, że ostatni raz byłem we Włocławku w 1989 roku.

      Usuń
    2. A ja w Polsce. W 87. We Wloclawku nigdy.
      Dlatego zaciekawiony, pytam wprost.
      :)

      Usuń
  3. Doszły mnie słuchy,że pan M. Odoliński podał jednego vlogera na policję. Ten zjechał jego film. Strzeżmy się....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałem - parafrazując jednego z działaczy Polskiego Związku Piłki Nożnej, można by powiedzieć, że "pan Odoliński się, k..., skompromitował tym wystąpieniem kompletnie", gdyby nie fakt, że pan Odoliński przede wszystkim skompromitował się "Ostra randką". Ale tak za tym, to nie ma się czego bać - panuje wolność słowa, polskie prawo dopuszcza wykorzystywanie dzieł ("dzieł"... mój ty smutki, mówiliśmy "Ostrej randce"...) lub ich fragmentów na zasadzie cytatu, pastiszu, analizy krytycznej i paru innych takich. Jest dobrze. Będzie... cóż, miejmy nadzieję, że przynajmniej tak samo :-)

      Usuń
    2. Temu panu ponoć się nie spodobało, że wykorzystuje fragmenty jego filmu. Co to się porobiło. Po dyskusji pani Białowąs myślałam, że niżej upaść nie można, a jednak ...

      Usuń
  4. Ja kąpletnie nie na temat, chociaż gatunkowo plus minus się zgadza. Ponieważ wiem, że lubi Pan peerelowskie kryminały, chciałam zapytać czy zna Pan Jeremiego Bożkowskiego "Piękną kobietę w obłokach spalin"? Językowo bardzo fajne, treściowo żartobliwe, w czytaniu przyjemne - IMHO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przypominam sobie, nawet po przeczytaniu recenzji na MORD-zie, więc pewnie nie znam. Ale dopisałem do listy książek do przeczytania, bo PRL-oskie kryminały - bardzo, a już taki, w którym para głównych bohaterów to panowie Fidybus i Karbolek - bardzo-bardzo.
      No i ten pełen poezji tytuł... :-)

      Usuń
  5. Wychodzi na to, że po prostu film został źle skategoryzowany. Z opisu wydaje się wręcz idealnie stworzony do kategorii "siądź ze znajomymi, zaserwuj dobre trunki doprowadzając towarzystwo do lekkiego rauszu i oglądajcie film jako komedię". Jeśli nawet w takich warunkach film wydaje się niestrawny, można dodać zasadę "pijemy gdy główny bohater strzeli minę nr 8". Może niezbyt ambitne rozwiązanie, ale bardzo dobrze zalewa (dosłownie i w przenośni) niedostatki polskich scenariuszy.

    OdpowiedzUsuń
  6. ..."studentka drugiego roku powinna odegrać z placem w nosie" - przepraszam za czepialstwo, ale wyobraziłem sobie studentkę z placem w nosie (najlepiej Czerwonym albo chociaż Defilad) i nie mogę tego odzobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plac targowy też mógłby być... Można by to było opisać w plactusiowym pamiętniku.

      Usuń
  7. Panie . Gdzie mozna przeczytac ow artykul o mieszkaniach w pyerylu z polskiej kinematografii ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co wiem - wciąż nigdzie, because of cykl wydawniczy. Ale kiedy będzie można, spoko-Maroko - zatruję wszystkim życie, nachalnie się promując, lansując i zaczepiając klientów w księgarniach: "Pan kupi - to świetna książka, wiem coś o tym, sam współpisałem, rewelacyjna, naprawdę..." :-)

      Usuń
  8. Ach, wiec to cala kniszka bedzie. Pan powie cos wiency.

    OdpowiedzUsuń
  9. Z wypowiedzi twórców wynika, że finałowe deus ex machina było spowodowane krótkim budżetem i gdyby nie to, to oni by pokazali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ba! Oczywiście, że. Bo sensowne domknięcie filmu trzema scenami wymaga setek tysięcy złotych, a o wysokości budżetu filmowcy dowiedzieli się na kwadrans przed kręceniem sceny finałowej. Oraz pani od geografii się na nich uwzięła.
      - Dlaczego od geografii?
      A dlaczego nie?
      Ech, tłumaczenia polskich filmowców to materiał na samodzielny film fabularny :-)

      Usuń
  10. Ja bym raczej ten film umieścił w kategorii "surrealizm w polskim kinie".Bo tak: bimbrownik żyje ale umarł jako dziecko, po czym okazuje się że było ich dwóch a w efekcie chodzi o zamordowanie prostytutki a policjantka w zaawansowanej ciąży jedzie na akcję(co na to BHP i inspekcja pracy ?) a na dodatek jest córką pacjentki z psychiatryka zgwałconej przez trzech chłopaków w tym jednego ministranta po czym znajduje brata. Chyba wystarczy.Poetyka absurdu, kłania się Ionesco i Mrożek chociaż można by tu umieścić i twóczość Bretona z jego obsesją przypadkowych skojarzeń.Jeszce zdjęcia moim zdaniem inspirowane twórczością Maxa Ernsta ( ten mroczny klimat , te zestawienia dziwnych przedmiotów) i mamy polski kryminał.I teraz pytanie : może należałoby to odczytać jako metaforę współczesności? Arnold

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może by należało i rzeczywiście mogłyby z tego wyjść ciekawe interpretacje, ale ponieważ temperatura wciąż przekracza 30 stopni - nie odważę się.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź; co do bloga trafiłem przypadkowo ,spodobał mi się niekonwencjonalny sposób pisania o kinie i sobie zaglądam a może coś skomentuję.Arnold
      P.S. wpisałem się pod "Salą samobójców" ale coś się porobiło z klawiaturą i wyszedł niezborny tekst.Pardon , będzie lepiej.Natomiast podtrzymuję opinie o "Sali.."że film realia ma wzięte z powietrza

      Usuń