2015-07-12

Za winy niepopełnione [1938]

Życie towarzyskie i uczuciowe przed wojną było bardzo skomplikowane: Jan kochał Julię, Julia drażniła się z Janem, więc Leon, kuzyn Julii, drażnił się z Julią, którą kochał potajemnie, w odróżnieniu od barona Nekera, bo ten kochał się w Julii jawnie. Ponieważ jednak Julia drażniła się z Janem za bardzo, tenże dostał żyły na czole i wyjechał na prowincję, gdzie pokochał Amelię, a Amelia pokochała jego i wszytko byłoby dobrze, ale, niestety, Amelię pokochał także niejaki Torence ze złamanym okresowo palcem, przez co sporo kłopotów miał ojciec Amelii, kochający swą córkę miłością tak wielką, że raz o mało jej nie udusił. Amelia kochała swojego ojca, rodzice Jana kochali swego syna, Jan kochał swoich rodziców, rodzice Julii byli dumni z jej urody i posagu, Torence poza Amelią kochał także pieniądze, a Leona nikt nie kochał, bo Leon był sierotą. Życiową sierotą był także.

Panna Amelcia liczyła na paluszkach i na łyżkach, ale i tak się pogubiła

Tyle w kwestiach uczuciowych – kwestie towarzyskie były równie poplątane: Jan Leszczyc nie nazywał się Leszczyc, tylko Górski... Nie, przepraszam: formalnie Jan Leszczyc nazywał się Leszczyc, to raczej jego stary, choć nazywał się Leszczyc, naprawdę nazywał się Górski. Podobnie było z Amelią, która nazywał się Holska i  była córką Holskiego, przy czym sam Holski od czasu do czasu nazywał się von Schnytzer (baron), Wonter, Jurwicz, doktor Kos, Itede.

Julia nazywała się Naderska, baron nosił nazwisko Neker, za to nie nosił żadnego imienia, kuzyn Leon dla odmiany nie nosił nazwiska, a Torence nosił opatrunek na palcu wskazującym. Ale tylko czasem. Albo Torence zdejmował opatrunek za wcześnie, łamał sobie palec ponownie, zakładał opatrunek, nosił, zdejmował, łamał, zakładał... albo też był dupa, nie włamywacz i ciągle przytrzaskiwał sobie palce drzwiami sejfów.
Torence albowiem był elementem kryminalnym.

Formalnie elementem był też stary Leszczyc, ale on miał moralne alibi i krótszy wyrok. A młody Leszczyc miał parę w dłoniach, że proszę siadać – rył w skałach na głębokość centymetra, używając jedynie palców i patyczka. Normalnie, podchodził i rył – od pierwszego razu. Żadnego żmudnego żłobienia, poprawek czy czego tam: rach, ciach, napis, taki to był Waligóra i Wyrwidąb w jednym.

Paluszek (w bandażu) i główka (w peruczce)

 Fabuła lekko zakręcona: Julia bawi się młodym Leszczycem przy pomocy barona, młody Leszczyc strzela focha i wyjeżdża pod Kraków. Rodzice Leszczyca tak się cieszą, że matka dostaje ataku serca, a od niechybnego zejścia ratuje ją śliczna Amelia. starej Leszczycowej w stanie maligniczno-przybredzalnym Amelia zmienia się w księżniczkę na białym koniu (sprawdźcie, towarzyszu, czy to nie jakaś Andersówna), wymusza na synu przysięgę, że zawsze będzie kochał ową, na owej wymusza przysięgę, że zawsze będzie kochać jej syna, a kiedy zaspokaja swoje małomiasteczkowe zabobony dotyczące ślubu (bo co ludzie powiedzą, taki dorosły i bez żony, jeszcze ktoś pomyśli, że choć inżynier, to może jakiś artysta), zdrowieje nagle i zaczyna przygotowania do ślubu.

Młodzi zaczynają od „U mnie słowo droższe piniendzy” i skoro obiecali konającej matce/teściowej..., ale z biegiem dni on zaczyna w niej dostrzegać całkiem niezłą du...szę, ona faluje biustem na widok jego rycia w skale, hormony, feromony...
– Seks?
Zapowiedzi.

A ta Amelka, to co to za jedna? Kim są jej rodzice? Posag jakiś ma, czy może dybie na posadę podkrakowskiej „nizinierowej”?
Amelka była córką swojego ojca – brodatego biznesmena o rozlicznych i tajemniczych delegacjach. Początkowo wydawało się, że to jakiś rzutki liberał, ale wkrótce na scenie pojawił się Eugeniusz Bodo w peruce, grający Marlona Brando w „Ojcu Chrzestnym” i zdemaskował pana Holskiego. Ojciec Amelki rzutki był rzeczywiście, ale dystrybucja dóbr materialnych w jego wykonaniu naruszała kilkanaście paragrafów kodeksu karnego – był albowiem Holski światowej klasy złodziejem hotelowym i z tego źródła czerpał środki na willę z ogródkiem i garaż, i auto, i wychowanie córki, i dwoje służących, i sejf w ścianie, i ze trzy kilo fantów w owym sejfie.

Jeszcze dwa skoki, córcia, i spadamy do Pernambuco

Pech chciał, że stary Holski opędzlował rodzinę bywszej flamy młodego Leszczyca – Julii, a młody Leszczyc rozpoznał na szyi Amelki perły, których sznur ozdabiał uprzednio szyję inną i spływał na nieżyczliwy dla niego biust. Wrodzona uczciwość kazała mu donieść policji o swoim odkryciu, ale ponieważ w bajkach każdy dobry uczynek musi zostać przykładnie ukarany, stary Holski pozostaje na wolności, a do pudła trafia Amelia.
O, nie! – dramatyzuje młody Leszczyc – Jakżeż mógłbym zadawać się elementem kryminalnem, któren swą dwulicowością w dziąsło moralne mnie szarpie?
Strzela focha, rzuca Amelią, wraca do Warszawy i na salonu swojej ex, bo uczucie uczuciem, ale policja zasekwestrowała wszystkie ruchomości i zaskórniaki Holskiego, a stary Julii tłuściutki był materialnie. No i po zakończeniu postępowania można było liczyć na zwrócenie przez policję pereł, które też sporo były warte.

Amelia gnije w areszcie, młody Leszczyc emabluje Julię, kuzynek Leon  wodzi za nimi wzrokiem smętnego basseta (kurczę, to chyba pleonazm... bassety smętny wzrok mają z definicji), pitoląc jakieś grafomanie, stary Holski mieszka w baraczku i wszystko byłoby dobrze, ale znowu musiał wtrącić Eugeniusz Bodo w peruczce. Zakochany w Amelii, postanowił zaszkodzić Leszczycowi. Kompletnie tego nie rozumiem – rywal usunął się z drogi, wyjechał, pretensji nie zgłasza, droga wolna, mości Torence, uderzaj pan w koperczaki do uroczej osadzonej, tul ją do memłona, zakraplaj jej ucho tekstami współczującymi („Ach, panno Amelio, jakże ja pannę rozumię... Sam garowałem sześć lat, czarny chleb, czarna kawa, te rzeczy, kochaniutka, ma tu panna szlugi, na pewno się przydadzą pod celą”) tudzież obrzydzającymi („Ale bo też ten Leszczyc to straszny chuj, panno Amelcio, nie sądzi panna? Tak zostawić, porzucić, do bywszej flamy popędzić... No, po prostu indygenat jakiś okropny i dromader, przepraszam pannę, ale ja uczuciowy jestem i chamstwa nie zniesę!”). Dwa tygodnie obróbki i Amelcia zmiękłaby, a gdyby Torence dobrego papugie załatwił, to i stary Holski może by się dał na teściowanie namówić. A Torence nie – Torence pojechał do Warszawy, nakablował baronowi, że Leszczyc nie Leszczyc i że tatusia ma wyrokowego (dwa lata jak dla brata, ale zawsze...) Awantura skończyła się trupem kuzyna Leona, który nawet na łożu śmierci truł swoje głodne kawałki i jego zejście publiczność powitała brawami pełnymi ulgi.

Teatr swój widział kuzynek Leon z odgromnikiem i z syfonem

Amelia opuszcza areszt, opluskwiony na nazwisku młody Leszczyc, de domo Górski, opuszcza Julię i dochodzi do wniosku, że herbatnikowanie – nawet jeśli tylko dziedziczone – stanowi więź mocniejszą niż sznurek małżopochodnych kulek, wraca więc do Amelii i wspólnie idą na cmentarz, gdzie czarny krzyż...
...nie pamięta już kto pod nim śpi – dobiegło chóralnie z okien pobliskiego aresztu.
Ależ pamięta, pamięta – trudno zapomnieć, bo stary Holski zszedł był z rozmachem oraz z Torencem i dwie kompanie policji zbierały ich po okolicy. Zaprawdę, szesnaście skrzynek dynamitu może mieć większą moc niż miłość, nienawiść, tęsknota i oddanie barwom klubowym, a słup ognia widać było nawet w sąsiednim powiecie.

Straszna ramota. Podwójna, bo film z 1938 roku powstał na podstawie powieści Michała Bałuckiego z 1871 roku. Tej akurat powieści nie czytałem, ale znam inne książki Bałuckiego...
Lanser – syknął Głos Wewnętrzny – I hipster!
...co pozwala mi sądzić iż „Za winy niepopełnione” były w swoich czasach całkiem przyzwoitym czytadłem, ale czy film Eugeniusza Bodo był w 1938 roku całkiem przyzwoitym filmem?... Jeśli, to chyba tylko na tle ówczesnej polskiej twórczości filmowej. Nierówne to było, momentami sztywne strasznie, dialogi niedobre...
– Jak to? Przecież pisał je Antoni Słonimski!
Nie dało się zauważyć. Ciekawe, czy je rzeczywiście napisał, czy tylko przepisał oryginał, przycinając do wymagań filmowych.

Lucuś rył: "Generał Franco wam pokaże!", ale nie każdy jest Lucusiem

Film próbowali wybronić aktorzy. Niektórzy. Wanda Bartówna była śliczna i bohatersko walczyła z idiotyzmami scenariusza, Kazimierz Junosza-Stępowski robił swoje, a Eugeniusz Bodo założył peruczkę, usto dramatyczne wypchał ligniną i naprawdę momentami kojarzył się z Don Vito. Kryminalnego padalca zagrał swobodnie i gdyby nie on ...
Gdyby nie jego postać – wtrącił Głos Wewnętrzny, który dawno temu miał zajęcia z teorii literatury i nie utożsamiał bohatera z narratorem, narratora z aktorem, a aktora z rolą.
Też. Gdyby nie postać Torence’a i sposób, w jaki zagrał ją Bodo, film  straciłby na wadze tyle, ile ważyła woda wlana w scenariusz.
Ciekawy epizod zaliczyła Ewa Bonacka jako współaresztantka – to był moment, w którym film zaczął być ciekawy: rola, światło, muzyka, kąt ustawienia kamery... Nawet jeśli nie było to jakoś szczególnie nowatorskie, to przynajmniej było  estetyczne, a w dodatku był w tej scenie lekki rys społeczny, a nie tylko uczuciowe pitu-pitu.

Jerzy Pichelski... OK, w tamtych czasach może – ale tamte czasy dawno minęły i Pichelski w „Za winy niepopełnione” jest niestrawny, przesadny i drętwy równocześnie. Andrzej Bogucki w roli barona wyróżnił się monoklem, grający starego Leszczyca Wojciech Brydziński był nijaki, a grająca starą Leszczycową Helena Rolandowa była z tak odległej epoki, że w scenie maligny ubawiła mnie setnie. Kuzynka Leona zagrał Leon Dorwski, który miał nazwisko bardziej skomplikowane niż rolę, bo w nazwisku były trzy dziwnie ustawione spółgłoski z rzędu, a rola sprowadzała się do powłóczystych spojrzeń i chrzanienia metaforycznych dyrdymałów. Postać inteligentnego dowcipnego i smutnego kuzyna/przyjaciela kanoniczna dla literatury, ale zdecydowanie lepsze tworzyła Maria Rodziewiczówna.

Nie warto – lepiej po raz kolejny obejrzeć „Piętro wyżej”. Albo „Strachy” Cękalskiego z 1938 roku.

Strachy przestraszyły Torence'a na śmierć.


Varia
1. „Za winy niepopełnione” to czwarty film w krótkiej filmowej karierze Wandy Bartówny, aktorki, która pojawiła się „nagle i niespodziewanie”, zdawszy eksternistycznie egzamin aktorski w ZASP-ie. Po wojnie wystąpiła tylko w „Ostatnim etapie” i.. i tyle. Koniec, kropka, parę teatrów (w Warszawie od 1950 roku), koniec kariery w 1960 roku. A wydawałoby się, że tak efektowna i w sumie niezła warsztatowo aktorka, z tak mocnym wejściem w powojenny film, jaki był udział w filmie Wandy Jakubowskiej, powinna grywać częściej i większe role. Może była to konsekwencja paru jej występów w jawnym „Theater der Stadt Warschau” w 1940 roku i powojennych reakcji środowiska? Nie, niczego nie sugeruję, bo też i nic nie wiem, tak sobie tylko kombinuję na żywca.
2. W roli barona Nekera wystąpił Andrzej Bogucki – bardzo starzy czytelnicy mogą kojarzyć go jako wnuka Wincentego Rapackiego i siostrzeńca Honoraty Leszczyńskiej, młodsi od bardzo starych – jako wykonawcę piosenki „Trzej przyjaciele z boiska”, a młodsi od młodszych od bardzo starych pewnie czytali książkę Władysława Szpilmana „Pianista”, której autor poświęcił Andrzejowi Boguckiemu sporo ciepłych słów za okazaną mu w czasie okupacji pomoc. Po wojnie Szpilman, jako potężna persona w Polskim Radio i polskiej muzyce, rewanżował się Boguckiemu przydzielając mu do wykonania prawdziwe szlagiery (poza „Trzema przyjaciółmi...” także „A mnie jest szkoda lata”, „Czerwony autobus”, „Jak przygoda to tylko w Warszawie”). Przydzielając – w tamtych czasach nawet w piosence obowiązywał system nakazowo-rozdzielczy.
3. Grający smętnego kuzyna Leona Karol Dorwski to kolejna ciekawa postać polskiego filmu. Z pochodzenia lwowiak, do Warszawy trafił w 1935 roku, grał w paru teatrach, ale także w prowadzonym przez Fryderyka Jarosy’ego kabarecie „Cyrulik Warszawski”, więc chyba musiał mieć w sobie jakieś aktorskie „coś”. Przed wojną zagrał w czterech obrazach – poza „Za winy niepopełnione”, także w „Pawle i Gawle”, „U kresu drogi” i „Geniuszu sceny”. W czasie II wojny światowej znalazł się na Zachodzie, przeszedł przeszkolenie dla „cichociemnych”, został zaprzysiężony i przygotowany do zrzutu w Kraju. Nie znalazłem nigdzie informacji o samym zrzucie – ponieważ historia „cichociemnych” odtworzona została bardzo szczegółowo, przyjmuję, że do zrzutu jednak nie doszło. Po wojnie Dorwski pozostał na emigracji, początkowo grywał w teatrach Drugiego Korpusu, potem przez wiele lat pracował w rozgłośni polskiej Radio Wolna Europa, aż wreszcie zamieszkał w Londynie, gdzie zmarł w styczniu 1980 roku.
4. Starzy Leszczycowie mieszkali pod Krakowem (młody cieszył się, ze „będzie miał stąd bliżej do Krakowa”). Bochnia? Wieliczka? Skawina? Czytał ktoś oryginał Bałuckiego i poratuje informacją, czy będę się musiał przedzierać przez skany na Polonie? Bo próbowałem i nawet zaakaceptowałem, że zamiast Holskiego w oryginale występuje Grünwald, ale Nuchem zamiast Torence'a już mi zgrzytał, a  zamiany Amelki na Małkę – jako wychowany na przygodach rusałki i motyla – nie strawiłem i przestałem się przedzierać.
5. Kraków czy Warszawa? Dylemat, że tak powiem, odwieczny.


Wszelkie podobieństwa najzupełniej przypadkowe i to nie tylko dlatego, że nie jestem łysy.


============
Za winy niepopełnione
1938
Czas:
92 minuty
Reżyseria:
Eugeniusz Bodo
Scenariusz: Napoleon Sądek
Obsada: Kazimierz Junosza-Stępowski, Wanda Bartówna, Eugeniusz Bodo, Jerzy Pichelski, Andrzej Bogucki, Karol Dorwski, Helena Rolandowa, Wojciech Brydziński, Elżbieta Kryńska, Ewa Bonacka i inni.