2016-06-15

Jezioro osobliwości [1972]

Wróćmy na jeziora… – zawodziły smętnie Czerwone Gitary.
OK. Wróćmy.

"Tam szczupak-bandyta poluje na lina,
a okoń się czai na żabęęęęęę!"

Krystyna Siesicka – wiadomo. Młodość, miłość, szkoła, porywy serca i błysk w oku koleżanek na wieść, że znam, że czytałem, oczywiście i jasne, że możemy o tych książkach pogadać na parkowej ławce do późnego wieczora, chyba że wpadniemy do mnie, to pożyczę ci jeszcze Halinę Snopkiewicz.
Dobra, dobra... – mruknął Głos Wewnętrzny, który chodził ze mną do szkoły i dobrze wiedział, jak z tym rwaniem naprawdę było. Ale ponieważ jest to Głos uczciwy i obiektywny, przyznał, że rzeczywiście książek Siesickiej i Snopkiewicz przeczytałem sporo.
O dziwo – „Jezioro osobliwości” jakimś cudem mnie ominęło. O, dziwo, bo to podobno jedna z najbardziej znanych książek Krystyny Siesickiej i z ekranizacją w dodatku. Skoro więc zostało wywołane na blogu, a wersja filmowa trafiła w moje ręce – popcorn, cola...
A fuj! – żachnęła się Opinia Publiczna.
Jabłko, białe wino – lepiej? Rozsiadłem się, włączyłem...
                                   
97 minut później żałowałem, że nie jestem ślimakiem – mógłbym wtedy wysunąć czułki, szypułki, czy na czym tam ślimak ma oczy i zerknąć na siebie samego z niedowierzaniem. To ma być Siesicka? Bez jaj... Przecież to jakaś płycizna tekturowa, emocjonalny paździerz: mama ciumli chodzi po ludziach i pyta czym jest szczęście, ciumla kocha się w lalusiu, ją z kolei emabluje jakiś bananowy bucuś, ciumla na bucowatość bucusia jest ślepa absolutnie, za to laluś jest tępawy ogólnie i co mu się powie, to przyswaja jak mormoni objawienia ojca Rulona, co bucuś wykorzystuje z bezlitosnym refleksem i brakiem klasy (jak to bucuś).
Dziwka! – piszczy laluś i trzaska drzwiami.
Och, jakże nieszczęśliwą ciumlą jestę – szlocha ciumla.
Jak ty się zachowujesz? – lamentuje matka.
I rodzice mnie nie kochają – jęczy ciumla – Znaczy, właściwie to jeden rodzic rodzony i jeden przyszywany. Któren jest okropeczny!
W tle przesuwają się ludzie, którzy są jak wilki i ryby, które są jak ryby, przy czym jak ryby są dla nas, ludzi, bo dla innych ryb też są jak wilki.
– To jest kura, panie generale! – wtrąca się zza kadru oberleutnant von Nogay.
Ciumla, która też jest jak kura, łyka proszki, czym wzbudza spory bulwers i bardzo głupie zakończenie, a postawione na początku filmu odpowiedź na pytanie „Czym jest szczęście?”, sprowadzone zostaje do prostego: „Szczęście jest wtedy, gdy pogotowie przyjedzie na czas”

"Złapał katar Katarzynę..."

Strasznie spłycasz – żachnęła się Opinia Publiczna – Przecież tam był jeszcze problem krzyżówkowy: ojczym ciumli był równocześnie ojcem lalusia i...
I to nie miało nic do rzeczy, poza udziwnieniem fabuły i upretekstowieniem zetknięcia się dwojga bohaterów. Na intrygę właściwą nie miało to właściwie żadnego przełożenia. Znaczy, w filmie nie miało.

Nie mogłem uwierzyć, że Siesicka mogła napisać coś równie głupiego i sięgnąłem po książkę. Okazało się, że miałem rację – Siesicka nie napisała czegoś równie głupiego. Znaczy, formalnie, napisała, bo jest podpisana pod scenariuszem filmu, ale książka jest lepsza...
O wiele lepsza? – zainteresowała się Opinia Publiczna.
Nie, tylko lepsza. I utrzymana w klimatach klasycznej Siesickiej. Ciumla, co prawda, jest chyba jeszcze bardziej ciumlowata niż w filmie, za to postacie męskie są o niebo sensowniejsze – laluś nie jest lalusiem, bucuś nie jest bucusiem, konkurencja między nimi jest uczciwa, nastawania na cześć niewieścią uczynkiem i słowem nie ma, ojczym też całkiem sensowny (w filmie to jakiś smętny trep). No i przede wszystkim jest prawdziwe jezioro, a nie tylko film o w filmie o. I jest wiosło.
Co jest? – zdziwił się Głos Wewnętrzny,.
Wiosło. Drewniane do wiosłowania. Taka strzelba Czechowa, tylko bez GSR.

Z braku wiosła – klamka, która usiłuje zapaść

Przed lekturą książki film mi się nie podobał, a po lekturze nie podobał mi się jeszcze bardziej. Irytował mnie drętwotą postaci, wtłoczeniem ich w drętwy schemat rozpinający ciumlę między świętoszkowatością lalusia, a wredotą bucusia, sprowadzeniem sytuacji rodzinnej do: „A bo wy mnie nie rozumiecie – Jak ty się zachowujesz?! – „Nie jesteś moim ojcem! – Foch! – Foch double! – Kontra! – Re!”

Nawet nie będę pisał o ciekawym rozwiązaniu układu ciumla-ojczym w książce – film oglądałem wcześniej, więc byłoby to deko bez sensu. Filmowe rozwiązanie jest po prostu płaskie i nie ma znaczenia, jak Siesicka ułożyła to w książce. W filmie jest tekturowo, smrodek dydaktyczny snuje się po mieszkaniu i szkole, matka ciumli odkąd wyszła za mąż za ojczyma zmieniła się w mega-ciumlę, ojczym zmienia się w doktora Prado i wciąż „musi porozmawiać” ze swoimi Virginiami, nauczycielki smęcą, a ex-żona ojczyma (równocześnie matka lalusia) jest oschła jak fikus w mieszkaniu słomianego wdowca i ma idiotyczne okulary. 

Tyżeś to, dziecię? Bo przez te denka od butelek nic nie widzę.

Pomysł na przerywniki „Czym jest szczęście?” – kompletnie chybiony, pomysł na mrówcze ujęcie ludzkości z początku – mocno ni priczom, bo niby że, pardąsik, co właściwie? Że tak wiele spraw tu nawarstwia się i spiętrza, więc wybierzmy jedna mrówkę i zajrzyjmy jej do wnętrza? Czy może „chodzą ludzie do góry nogami, do domu trafić nie mogą” i ewentualnie na siebie też nie? No, kurczę, nie łapię tego zupełnie. Teatr Pantomimy Tomaszewskiego niech se będzie, bo zawsze to dobrze, gdy się lud pracujący miast i wsi zetknie z kulturą wysoką, ale tak po prawdzie wrzucono go też od czapy.

Zdjęcia Mieczysława Jahody przeciętne, a niektóre ujęcia wręcz pretensjonalne, scenografia nijaka, broni się za to muzyka Wandy Warskiej i Andrzeja Kurylewicza (na liście płac Wanda Warska figuruje jako kompozytor, a Andrzej Kurylewicz jako wykonawca). Przy czym broni się sama, a nie jako ilustracja do filmu, więc też za bardzo pochwalić nie można.

W roli tła psychologicznego wystąpiły rura od górnopłuka i łańcuszek spłuczki

Aktorsko również słabo. Barbara Horawianka i Stanisław Zaczyk jako rodzice dobrze zaczęli, ale polegli w zderzeniu ze źle napisanymi rolami, grający lalusia Michała Mirosław Konarowski jeszcze nie był tak przystojny jak w „Akcji pod Arsenałem”, ale za to fryzurę miał na Króla Lwa i lekką wadę wymowy. Wadę gry aktorskiej też miał. Romuald Drzazga obronił się w roli bucusia Patryka, ale szkoda, że nie mógł zagrać wersji książkowej. Albo może dobrze, że nie miał? A tak przy okazji – zdaje mi się, czy postać Patryka dubbingował Wojciech Duryasz? Nie, chyba jedna mi się nie zdaje... Role nauczycielek były bardzo wiarygodnie, momentami miałem wrażenie że widzę właśnie nauczycielki, a nie aktorki.

Ciumlę zagrała Maria Kowalik. Do roli famy fatalnej, o którą rywalizują szermierze całej stolicy, pasowała średnio, ale walczyła z rolą dzielnie. Z książkową postacią mogłaby się zmierzyć, w filmową miała tchnąć życie i przekonać widza, że jest w niej coś. W postaci znaczy. Mnie nie przekonała i niestety, nie może wszystkiego zwalić na scenariusz. Żeby było dziwniej – lepiej radziła sobie głosowo, ale to jednak film i zamknięcie oczu trochę utrudnia oglądanie. Z drugiej strony – to przecież był debiut 18-letniej Marii Kowalik.
Mirosława Konarowskiego również – podpowiedział filmpolski.pl
No to tym bardziej obojgu wybaczam.

Nie warto – lepiej przeczytać książkę Siesickiej. Niekoniecznie tę. 

Kto uważa, że film jest słaby niech podniesie rękę nogę



Varia
1. Skoro już wspomniałem „Akcję pod Arsenałem”... Kiedy film z Mirosławem Konarowskim w roli Tadeusza Zawadzkiego przyciągał tłumy do kin, Maria Kowalik przygotowywała się do roli w Anny Roche w serialu telewizyjnym „Życie na gorąco”, w którym jej postać pomagała redaktorowi Majowi ścigać po całym świecie Organizację Wu.
2. „Idziemy do Emilii kupić ci regał na książki” – zakomenderowała mama ciumli. Niestety, regału w Emilii już się kupić nie da. Zbudowany w drugiej połowie lat 60 pawilon przy ul. Emilii Plater funkcję Domu Meblowego przestał pełnić dawno, dawno temu, ostatnio swoją siedzibę miało tam Muzeum Sztuki Nowoczesnej, ale właśnie musiało się pożegnać z „Emilią”, because of kapitalizm i może by to postawić na tym miejscu coś bardzo wysokiego. Mówi się o przeniesieniu pawilonu, o wpisaniu go do rejestru zabytków, ale żyjemy w rzeczywistości, w której nawet obiekty figurujące w takim rejestrze potrafią zniknąć z dnia na dzień, więc wcale się nie zdziwię, jeśli któregoś dnia zobaczymy przed „Emilią” buldożery, a następnego... a następnego zobaczymy już tylko buldożery.
3. Książkowa matka lalusia pracuje w podwarszawskiej stacji doświadczalnej i „prowadzi tam kultury niektórych roślin”. Filmowa matka została awansowana zawodowo i pracuje konserwatorsko w pałacu w Wilanowie. „Pretencious? Mła?”
4. Wnioskując z wysokości bloku i charakterystycznej blachy na balkonach (pierwsze sceny filmu), ciumla mieszka w którymś z punktowców Ściany Wschodniej. Pewną podpowiedzią, w którym, może być migające za oknem neon „Cafe Bar” i widok z drugiego okna (chwilę po wejściu ciumli do pokoju). Na moje oko – punktowiec przy Świętokrzyskiej z widokiem na skrzyżowanie z Marszałkowską, ale ja się nie znam.
5. Nie jestem natomiast w stanie rozpoznać profesora udzielającego wywiadu matce ciumli w jednej z początkowych scen. Powinienem się wstydzić?
6. Parę lat temu Joanna Siedlecka ujawniła fakt wieloletniej współpracy Krystyny Siesickiej z SB. Przykre. Znaczy, nie to, że Joanna Siedlecka ujawniła, ale że miała co. 

Konsoleta była ładniejsza i sprawniejsza niż Kopciuszek, bo miała więcej guziczków.

Premiera: 29.05.1973
Czas: 97 minut
Reżyseria: Jan Batory
Scenariusz: Krystyna Siesicka, Jan Batory
Obsada: Maria Kowalik, Mirosław Konarowski, Barbara Horawianka, Stanisław Zaczyk, Romuald Drzazga, Alicja Pawlicka, Anna Wesołowska, Urszula Modrzyńska, Antonina Gordon-Górecka i inni.